— Niech pan jeszcze nie odchodzi. Dzień dzisiejszy należy do mnie — nalegała pani Gould łagodnie. — Nie powróciliśmy jeszcze oficjalnie. Dopiero jutro okna Casa Gould rozświetlą się na przyjęcie gości.

Doktor osunął się na krzesło.

— Urządza pani tertulię270? — zapytał z roztargnieniem.

— Zwykłe powitanie wszystkich miłych przyjaciół, którzy zechcą przyjść.

— I dopiero jutro?

— Tak. Charles będzie zmęczony po powrocie z kopalni, ja zaś... chciałabym go mieć dla siebie przez jeden wieczór po powrocie do domu, który kocham. Ten dom widział całe moje życie.

— No, tak — warknął doktor nagle. — Kobiety liczą czas od swojego wesela. Czyż przedtem pani nie żyła?

— Zapewne. Ale czy o tym się pamięta? Wtedy nie było trosk.

Pani Gould westchnęła. I jak para przyjaciół, którzy po długiej rozłące rozpamiętywają najburzliwszy okres swego życia, zaczęli rozmawiać o rewolucji w Sulaco. Pani Gould wydawało się dziwne, iż ludzie, którzy brali w niej udział, zdają się już zapominać o niej i o wypływającej z niej nauce.

— A jednak — wtrącił doktor — my wszyscy, którzy braliśmy w niej udział, otrzymaliśmy nagrodę. Don Pépé, chociaż obarczony wiekiem, wciąż jeszcze może dosiąść konia. Barrios zapija się na śmierć w wesołym towarzystwie gdzieś tam w swojej posiadłości za Bolson de Tomoro. Zaś bohaterski ojciec Roman — wyobrażam sobie tego starego padre wysadzającego systematycznie kopalnię San Tomé i po każdym wybuchu wśród pobożnych zaklęć zażywającego całymi garściami tabakę — otóż bohaterski ojciec Roman powiada, iż nie obawia się, żeby misjonarze Holroyda wyrządzili wśród jego owieczek jakiekolwiek szkody, dopóki on żyje.