Już od pewnego czasu dom był pełen pomruków i rozgwarów. Nagle dwaj ogrodnicy, którzy krzątali się przy różach, upadli na kolana i pochylili głowy przed Antonią Avellanos, która weszła w towarzystwie swego wuja.

Otrzymawszy czerwony kapelusz po krótkim pobycie w Rzymie, dokąd zaprosiła go Propaganda271, ojciec Corbelan, misjonarz dzikich Indian, spiskowiec, przyjaciel i opiekun rozbójnika Hernandeza, stąpał wielkimi, powolnymi krokami, szczupły i pochylony. Swe potężne dłonie założył w tył. Pierwszy kardynał-arcybiskup Sulaco zachował swój fanatyczny i posępny wygląd kapelana bandytów. Powiadano, iż jego niespodziewane wyniesienie do godności purpurata było odruchem przeciw protestanckiemu naporowi na Sulaco, zorganizowanemu przez Fundację Misyjną Holroyda. Antonia, której uroda nieco przygasła, a kształty lekko się zaokrągliły, szła z właściwym sobie, pogodnym spokojem, uśmiechając się z daleka do pani Gould. Przyprowadziła swego wuja, by odwiedzić drogą Emilię tuż przed samą sjestą.

Gdy wszyscy znowu zajęli miejsca, doktor Monygham usiadł na uboczu, udając, iż jest pogrążony w głębokiej zadumie, gdyż zaczął serdecznie nie cierpieć każdego, kto z zażyłością zbliżał się do pani Gould. Głośniejsze słowa Antonii sprawiły, iż podniósł głowę.

— Jakże możemy opuścić jęczących pod uciskiem, którzy zaledwie przed kilkoma laty byli naszymi rodakami, którzy nadal nimi są? — mówiła panna Avellanos. — Jakże możemy być bezlitośni, ślepi i głusi na straszliwe krzywdy naszych braci? Jest na to lekarstwo.

— Przyłączyć resztę Costaguany do ładu i pomyślności Sulaco — mruknął doktor. — Nie ma innego sposobu.

— Jestem pewna, señor doctor — rzekła Antonia z powagą niezłomnego przekonania — iż takie były od początku zamierzenia biednego Martina.

— Zapewne, lecz interesy materialne nie pozwolą narażać swego rozwoju dla czystej idei sprawiedliwości i współczucia — mamrotał doktor zgryźliwie. — I może tak jest dobrze.

Kardynał-arcybiskup wyprostował swą chudą, kościstą postać.

— Pracowaliśmy dla nich, stworzyliśmy te materialne interesy dla cudzoziemców — odezwał się głębokim, oskarżającym tonem.

— A bez nich jesteście niczym — zawołał doktor z odległości. — Nie pozwolą wam...