— Gdzie on jest? Gdzie? Powiedz mi, Giovanni.

Otworzył usta i oniemiał jak porażony gromem.

— Nie pytaj o to! Tylko nie o to! — zżymał się, przerażony tajemniczym zaklęciem, które kazało mu milczeć przed tyloma ludźmi, a teraz znów zamykało mu usta z nieodpartą siłą. Nawet jej tego nie powie. Nawet jej! To nazbyt było niebezpieczne. — Zabraniam ci pytać! — krzyknął, przezornie tłumiąc gniew w swoim głosie.

Nie odzyskał wolności. Pojawiło się widmo bezprawnie zagrabionego skarbu i stanęło obok niej niby srebrny posąg, bezlitosne i tajemnicze, z palcem na bladych ustach. Dusza w nim zamarła, gdy wyobraził sobie siebie, jak pełznie w głąb rozpadliny, z wyziewami ziemi i zgniłych liści w nozdrzach, jak wpełza tam z zamiarem, od którego lodowacieje mu pierś, i wypełza, obładowany srebrem, nadsłuchując czujnie, czy nie rozlegną się podejrzane szmery. Trzeba to będzie wykonać jeszcze tej nocy, tę robotę przerażonego niewolnika.

Pochylił się nisko, przycisnął rąbek jej sukienki do ust i rozkazał jej szeptem:

— Powiedz mu, że nie chciałem pozostać — po czym odszedł od niej nagle, w milczeniu, a ciemna noc stłumiła szmer jego kroków.

Siedziała cicho, z głową opartą bezwładnie o ścianę, ze skrzyżowanymi nóżkami w białych pończoszkach i czarnych pantofelkach. Stary Giorgio, gdy wreszcie wyszedł z domu, nie wydawał się bynajmniej zdziwiony wiadomością o odejściu Nostroma, jak tego niejasno się lękała. Teraz bowiem przepełniał ją niewytłumaczalny strach, bała się wszystkiego i wszystkich prócz swego Giovanniego i jego skarbu. Ale w to trudno było uwierzyć.

Stary Garibaldino przyjął wiadomość o nagłym odejściu Nostroma z mądrą pobłażliwością. Pamiętał własne uczucia i okazał męską przenikliwość co do prawdziwego stanu rzeczy.

Va bene.275 Niech idzie. Ha, ha! Jest markotno, chociażby kobieta była nie wiedzieć jak piękna. Wolność, wolność! Jest jej więcej niż jeden rodzaj. Wypowiedział wielkie słowo, a Gian’ Battista nie jest okiełznany — zdawał się pouczać nieruchomą, zmieszaną Gizelę. Stojąc już we drzwiach, dorzucił dogmatycznym tonem: — Mężczyzn nie należy krępować. — Nie podobała się mu jej cichość i milczenie. — Nie zazdrość swojej siostrze losu! — napominał ją z wielką powagą swym głębokim głosem.

Niebawem musiał znowu wrócić do drzwi, by zawołać młodszą córkę. Było późno. Trzy razy musiał powtórzyć jej imię, zanim podniosła głowę. Pozostawiona w samotności, stała się bezwolną igraszką zdumienia. Weszła do izby, którą dzieliła z Lindą, jak osoba w głębokim śnie. Było to tak zastanawiające, iż nawet stary Giorgio odwrócił oczy od Biblii i potrząsnął głową, gdy zamykała za sobą drzwi.