Linda pomogła mu usiąść na krześle i pochyliwszy się nisko, syknąła mu w ucho:
— Zabiliście Gian’ Battistę.
Starzec uśmiechnął się pod gęstym wąsem. Kobiety miewają dziwne urojenia.
— A gdzie jest dziecko? — zapytał, zdziwiony przenikliwym chłodem powietrza i niezwykle przyćmionym światłem lampy, przy której miał zwyczaj siadywać do północy nad otwartą Biblią.
Linda zawahała się na chwilę, po czym odwróciła oczy.
— Śpi — rzekła. — Pomówimy o niej jutro.
Nie mogła się przezwyciężyć, by na niego spojrzeć. Przejmował ją grozą i niemal nieznośnym uczuciem litości. Zauważyła zmianę, która w nim zaszła. Nie był zdolny zrozumieć, co uczynił; nawet dla niej wszystko to było niepojęte.
Przemówił z trudnością:
— Daj mi książkę.
Linda położyła na stole zamkniętą księgę w podniszczonej, skórzanej oprawie. Była to Biblia, którą dostał przed laty od pewnego Anglika w Palermo.