— Ach, gdybyśmy byli nie tykali go wcale, Charley!

— Nie — odparł Charles Gould chmurnie. — Niepodobieństwem było go nie tykać.

— Być może było niepodobieństwem — przyznała pani Gould po namyśle. Jej usta drgnęły z lekka, lecz uśmiechnęła się z wyrazem słodkiej brawury. — Dokuczyliśmy niejednemu wężowi w tym raju, prawda, Charley?

— Ach, tak, pamiętam — rzekł Charles Gould — to don Pépé nazwał ten wąwóz rajem węży. Z pewnością dokuczyliśmy niejednemu z nich. Pomyśl jednak, kochanie, że nie jest on już tym, czym był, gdy malowałaś swój szkic. — Skinął ręką w stronę akwareli, która w czarnych ramach wisiała samotnie na wielkiej, pustej ścianie. — Przestał być rajem węży. Wprowadziliśmy do niego ludzi, więc nie możemy go porzucić i zaczynać nowego życia gdzie indziej.

Przeszył żonę stanowczym, skupionym spojrzeniem, na które oczy pani Gould odpowiedziały obietnicą nieustraszonego męstwa, zanim wyszła z pokoju i zamknęła cicho drzwi za sobą.

W odróżnieniu od roziskrzonej bieli pokoju przyćmiony korytarz miał w sobie zaciszną tajemniczość leśnej polany, a wrażenie to potęgowały jeszcze łodygi oraz liście roślin ustawionych rzędem wzdłuż poręczy od strony patia. W smugach światła, padającego przez otwarte drzwi salonu, białe, czerwone i bladoliliowe kwiecie ożyło barwami kwiatów, błyszczących jakby w pełni słonecznego blasku. Przechodząca obok nich pani Gould zaznaczała się z wyrazistością postaci widzianej w jasnych plamach słońca sączącego się przez mroki leśne. Kamienie w pierścionkach zdobiących jej rękę przyciśniętą do czoła, migotały w świetle lamp napływającym przez drzwi salonu.

— Kto tam? — spytała przestraszonym głosem. — Czy to ty, Basilio? — Przyjrzała się dokładniej i zobaczyła Martina Decouda, który chodził między krzesłami i stołami, jak gdyby czegoś szukał.

— Antonia zapomniała tu wachlarza — odezwał się Decoud z jakimś dziwnym roztargnieniem. — Wstąpiłem, by go poszukać.

Jednak mówiąc to, zaprzestał równocześnie swych poszukiwań i podszedł do pani Gould, która patrzyła na niego z wyrazem zdumionej niepewności.

— Señora — zaczął przyciszonym głosem.