— Rozumie? Zapewne. Ale nie jestem pewien, czy pochwala. Zresztą to nie ma znaczenia. Jestem dość uczciwy, by powiedzieć to pani, pani Gould.

— Pan dąży do oderwania? — zagadnęła.

— Naturalnie — oświadczył Martin. — Do oderwania całej Zachodniej Prowincji od reszty niespokojnego państwa. Ale moim prawdziwym dążeniem, jedynym, na którym mi zależy, jest uniknąć rozłąki z Antonią.

— I to wszystko? — spytała pani Gould, nie okazując surowości.

— Bezwarunkowo. Nie zwykłem mydlić sobie oczu co do swych pobudek. Ona nie chce opuścić dla mnie Sulaco, zatem Sulaco musi opuścić resztę republiki i stać się samodzielne. To jasne jak słońce. Lubię jasno określone sytuacje. Nie mogę wyjechać w towarzystwie Antonii, więc jedna i niepodzielna Republika Costaguana musi postradać swą Zachodnią Prowincję. Na szczęście, pozostaje to w zgodzie także ze zdrowym rozsądkiem. Najbogatszą, najżyźniejszą połać tego kraju będzie można ocalić od anarchii. Osobiście bardzo mało mnie to obchodzi, ale to pewne, iż kiedy Montero dojdzie do władzy, moja śmierć jest nieunikniona. We wszystkich proklamacjach zapowiadających powszechną amnestię moje nazwisko oraz kilka innych wyraźnie wyłączono. Wie pani bardzo dobrze, iż obaj bracia mnie nienawidzą. I oto szerzy się pogłoska, że wygrali bitwę. Powie pani zapewne, iż jeśli te wieści się sprawdzą, to będę miał jeszcze dość czasu, by ratować się ucieczką.

Przerwała mu na chwilę lekkim odruchem protestu. Spojrzał na nią z posępną stanowczością.

— Ach, umknąłbym, pani Gould, uciekłbym, gdyby to mogło wyjść na dobre temu, co jest obecnie jedynym mym pragnieniem. Mam dość odwagi, by to powiedzieć, a nawet, by to zrobić. Ale kobiety, nawet nasze kobiety, bywają idealistkami. To Antonia nie chce uciekać. Nowy rodzaj próżności.

— I pan nazywa to próżnością! — rzekła pani Gould z urazą w głosie.

— Niech więc będzie dumą, o której ojciec Corbelan powiedziałby pani, że jest grzechem śmiertelnym. Ale ja nie jestem dumny. Jestem po prostu za bardzo zakochany, żeby uciec. A przy tym chcę żyć. Po śmierci już się nie kocha. Dlatego jest rzeczą konieczną, żeby Sulaco nie uznało władzy zwycięskiego Montera.

— I pan sądzi, że mój mąż udzieli panu poparcia?