— Sądzę, iż może zostać w tę sprawę wciągnięty, jak to bywa ze wszystkimi idealistami, gdy dostrzegą dla swych działań podstawę natury uczuciowej. Ale nie chciałbym z nim mówić. Same tylko fakty nie przemówiłyby do jego uczuć. Będzie zatem dla niego lepiej, gdy dojdzie do tego przekonania swą własną drogą. Wyznaję szczerze, że może nie byłbym obecnie zdolny do należytego uszanowania jego pobudek, a może nawet pobudek pani.

Było widoczne, iż pani Gould mocno postanowiła nie obrażać się. Uśmiechnęła się niejasno, jakby zastanawiała się nad sprawą. O ile mogła sądzić z dziewczęcych półzwierzeń, Antonia rozumiała tego młodzieńca. Niepodobna było zaprzeczyć, iż w jego planie, a raczej w jego pomyśle istniała zapowiedź bezpieczeństwa. Co więcej, dobry czy zły, pomysł nie mógł zaszkodzić. Było również rzeczą najzupełniej możliwą, że pogłoska była nieprawdziwa.

— Czy ma pan już plan? — zagadnęła.

— Niezmiernie prosty. Barrios wyruszył, niech więc jedzie. Będzie bronił Cayty, która stanowi wrota szlaku morskiego do Sulaco. Tamci nie mogą wysłać dostatecznych sił przez góry. Nie, nawet gdyby chodziło tylko o poskromienie bandy Hernandeza. Tymczasem zorganizujemy tu opór. Przyda się nam do tego tenże Hernandez. Jako bandyta nieraz gromił wojsko, dokona zapewne tego samego, gdy go się mianuje pułkownikiem lub nawet generałem. Zna pani ten kraj już dość dobrze, by nie raziły pani moje słowa. Słyszałem, jak twierdziła pani, iż ten biedny bandyta jest żywym przykładem okrucieństwa, niesprawiedliwości, ucisku i głupoty, które niszczą w tym kraju mienie i dusze ludzkie. Będzie to więc jakby poetyczna odpłata, gdy temu człowiekowi da się możność zmiażdżenia zła, które uczciwego ranchero popchnęło do zbrodniczego życia. Piękna idea odpłaty, nieprawdaż?

Decoud przeszedł z łatwością na angielski, którym mówił biegle i bardzo poprawnie, nadużywając jednakowoż dźwięku z.

— Proszę nie zapominać również o swym szpitalu, o swej szkole, o cierpiących matkach i słabych starcach, słowem o całej tej ludności, którą sprowadziliście państwo do skalistego wąwozu San Tomé. Czyż nie jest pani odpowiedzialna przed swym sumieniem za tych ludzi? Czy nie lepiej zdobyć się na kolejny wysiłek, który bynajmniej nie jest tak rozpaczliwy, jak się wydaje, niż...

Decoud dokończył swej myśli poderwaniem ręki w górę, co miało oznaczać unicestwienie. Pani Gould odwróciła głowę ze zgrozą.

— Czemu pan nie chce powiedzieć tego wszystkiego mojemu mężowi? — spytała, nie patrząc na Decouda, który śledził, jakie wrażenie wywołają jego słowa.

— Ach, don Carlos jest tak bardzo Anglikiem... — zaczął, lecz pani Gould przerwała mu:

— Proszę przestać, don Martinie! Jest tak samo Costaguanerem... Nie! Jest bardziej Costaguanerem niż pan.