Nie zniszczył mi ich burz rozlicznych zamęt

(jak to się stało — nigdym nie wyświetlił! ).

Już tu i ówdzie przybladł w nich atrament,

a papier pożółkł, zszargał się i zetlił —

i rzekłbyś, że go lada siła zetrze,

jak liść jesienny, miotany na wietrze.

Lecz na tych kartkach wytartych i wiotkich,

co zwiędły, mamo, jak twoje oblicze,

ileż uśmiechów — jako ono — słodkich!

jakież w nich siły biją tajemnicze,