Te łąki — lasy — rzeki — na górach — na niżu —

ogarniałeś miłością i błogosławieństwem,

zowiąc je bracią własną i rodzeństwem,

jak niegdyś mistrz twój — prostaczek z Asyżu...

Cieszyły cię ich wonie, ich gędźby, ich blaski,

a nawet tam gdzie chłodne rozsiadły się cienie

i kędy wrzały niesnaski,

słałeś słowo pociechy — albo rozgrzeszenie

i promień Bożej łaski;

tam zaś gdzie boleść widziałeś i ranę,