*

Wiatr, który śpiewał poszumów gwarem

i wierzchołki żywicznych świerczyn tarmosił,

aromaty upojne z łąk i pól przynosił,

jak ministrant co srebrną kadzielnicą trzęsie...

A tyś swe serce w górę wznosił,

jakgdybyś tym cennym puharem

w ręce Boże za braci swych, ludzi, wypijał

wino szlachetne, ożywczy kordyjał

miłości — powszechnej a żywej...