osłaniał łąki, łoźniaki, zagony,

jakby kościelne barwne feretrony,

po procesyji znów złożone w kącie...

Za mgłą się kryły babiogórskie szczyty

daleko — na horyzoncie,

głowy w kaptury wełniane odziawszy,

jak zakonnicy zamodleni w stalach...

Rąbek zórz się czerwienił — od serc ludzkich krwawszy...

*

Z rąk twych, ojcze Czesławie, wypadał różaniec