i mimowoli zamykał się brewjarz,

gdyś, od psalmu wersetów

twarz odrywając, wznosił wygoloną głowę,

a wzrok twój, w którym płonęły zachwyty,

błądził po ziemskich okolach, oddalach

aż poza świata kraniec —

wszędy, wszędy, gdzie miłość Bożą ty rozkrzewiasz...

Liczyłeś te wzgórza i wzgórki

jakby żywego różańca paciorki,

na srebrną Wisły nawleczone wstęgę;