Pozdrowienie anielskie w narodzie polskim

MĄŻ: — Zdejm kapelusik i módl się za duszę matki.

ORCIO: — Zdrowaś Panno Maryjo, łaskiś Bożej pełna, Królowa niebios, Pani wszystkiego co kwitnie na ziemi, na polach, nad strumieniami...

MĄŻ: — Czemu odmieniasz słowa modlitwy? — Módl się, jak cię nauczono...

ORCIO: — Zdrowaś Panno Maryjo, łaski Bożej pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś między aniołami i każ­dy z nich, gdy przechodzisz, tęczę jedną ze skrzydeł swych wydziera i rzuca pod stopy Twoje...

Każdy pamięta tę prześliczną scenę Nieboskiej ko­medji, jedną z najbardziej wzruszających scen w lite­raturze polskiej. I nie wątpię, że każdy z czytelników czy widzów tej sceny, choć przejęty był głęboką tragedją hrabiego Henryka, jednakże odczuwał do niego pe­wien żal, czy urazę za to, że pod wpływem nagłego lęku czy wyrzutów sumienia przerwał synkowi szcze­rą, z serca płynącą modlitwę, co więcej, zgromił to nie­winne dziecko słowami: „Wstań! Taka modlitwa nie idzie do Boga!”

Ja przynajmniej zawsze odczuwałem w tych sło­wach wielką niesprawiedliwość. Dziś, gdy po raz dwu­nasty wziąłem do ręki Nieboską komedję (z racji jej stulecia), jeszcze głębiej i jaśniej zrozumiałem niesłuszność stanowiska hrabiego Henryka.

To pewna, że niektórzy ludzie są przekonani, iż słów żadnej modlitwy odmieniać nie wolno. Przekona­nie takie żywią nie tylko formaliści, którzy do słów sa­mych, niekoniecznie zaś do ich myśli przywiązują znaczenie. Równie wielką rolę grać tu może umiłowanie tradycji, a więc pietyzm, który jest też odmianą uczu­cia, nawet dość pokrewną żarliwości. Pamiętam, że w niektórych wsiach diecezji krakowskiej było szemranie, gdy w miejsce lichego, a miejscami niedorzecznego przekładu Tantum ergo zaczęto na zlecenie arcybiskupa-metropolity wprowadzać tekst nowy, zrozumialszy i mający pewną wartość artystyczną. Przypusz­czam, że jeszcze większe (i pewno słuszniejsze) było­by niezadowolenie ludzi starszych i przywiązanych do dawnego obyczaju, gdyby wprowadzono jakiekolwiek zmiany w tekście Zdrowaś, choćby nie tak daleko idące, jak w modlitwie Orcia, ale ograniczające się jedynie do lekkiej modernizacji staroświeckiego tekstu. Bo w mniemaniu szerokiego ogółu ta właśnie modlitwa — po modlitwie Pańskiej i po Wierzę — najmniejszym chyba ulegała zmianom, może nawet wcale nie zmieniała się od wieków...

Tymczasem zarówno badacz liturgji katolickiej, jak badacz dawnych zabytków mowy polskiej zmuszony jest zaprzeczyć podobnym sądom. O ile modlitwa Pańska — Ojcze nasz — zachowała się istotnie bez zmian w językach dawnych, liturgicznych, a konser­watyzm tekstu rozciągnął się w znacznej mierze na ję­zyki nowsze, o tyle druga z codziennych naszych modlitw — oznaczana popularną nazwą „zdrowaśki” — ma i w Kościele katolickim i w mowie polskiej długą i nader ciekawą historję, której niektóre momenty po­zwolę sobie tu pokrótce przedstawić.

Z każdego katechizmu1 dowiedzieć się nietrudno, że modlitwa do Matki Boskiej, powtarzana tylokrotnie przez katolików, składa się z trzech części: z pozdro­wienia anielskiego, t. j. słów wypowiedzianych przez Archanioła Gabrjela, następnie z powitania św. Elżbie­ty, a wreszcie ze słów Kościoła. Te trzy części nie odrazu zrosły się z sobą, trzecia nawet została dodana bardzo późno.