Takeś już zbisurmaniał i tak zezbereźniał,
Żeś takie same figle płatał mi na jawie
I wciąż mnie naśladował — lub częściej przedrzeźniał.
Podobniśmy do siebie — jak dwie rzeczy bliźnie;
Lecz ty, snać chcąc zaznaczyć różność naszych natur,
W żywe oczy urągasz mojej podobiźnie,
Przerabiając ją w tysiąc śmiesznych karykatur.
Jakbyś kładł moją postać na łożu Prokrusta,
Umiesz jej tuszy dodać albo wzrostu odjąć.
Nie wiem, czy to złośliwość czy swawola pusta, —