wzrokiem nabożnym

zatrzymywałeś się przy każdym krzyżu

przydrożnym,

jak gdyby przy ołtarza mensie...

*

Wiatr, który śpiewał poszumów gwarem

i wierzchołki żywicznych świerczyn tarmosił,

aromaty upojne z łąk i pól przynosił,

jak ministrant co srebrną kadzielnicą trzęsie...

A tyś swe serce w górę wznosił,