jakgdybyś tym cennym puharem

w ręce Boże za braci swych, ludzi, wypijał

wino szlachetne, ożywczy kordyjał

miłości — powszechnej a żywej...

Te łąki — lasy — rzeki — na górach — na niżu —

ogarniałeś miłością i błogosławieństwem,

zowiąc je bracią własną i rodzeństwem,

jak niegdyś mistrz twój — prostaczek z Asyżu...

Cieszyły cię ich wonie, ich gędźby, ich blaski,

a nawet tam gdzie chłodne rozsiadły się cienie