Jak pozdrowienie jakieś archanielskie

Nad całem miastem gwar ten się rozszerza,

Aż tam, gdzie wzgórze wznosi się wawelskie,

Śpiewa pospołu zegarowa wieża.

Myśl tedy płacze, pospołu — i gdzieśby

Pod nieba jasny wzlecieć chciała szczyt,

Jak ta Najświętsza, ktorą w swoje rzeźby

Zaklął arcymistrz — nieśmiertelny Wit.

O wieżo, wieżo! wieleż ci winienem

Chwil najcudniejszych w całem życiu mojem!