ŁECHCIŃSKA
z admiracją
Jak matkę kocham, to były czasy!
KOTWICZ
Zwykle po takich bachandrjach zjeżdżano do mnie na barszczyk, z którego słynął mój kucharz. Prawda, że te barszczyki kosztowały mię tyle, że łajdak Wucherstein zlicytował mi Bębnówkę i zabrał jak swoją.
ŁECHCIŃSKA
A! to tak?... ale hrabia miał jeszcze i drugą jakąś wioskę.
KOTWICZ
Lipowiec? mam tu po nim pamiątkę. Otwiera cienki pugilaresik, do którego Łechcińska ciekawie zagląda. Przegrałem go na tę samą dwójkę pikową.