Chce wstać.

STRASZ

pzytrzymując go

Piłem, ale nie do ciebie, więc nie urażaj się... nie jednemu psu łyżek... Więc tedy, ten... jakże mu tam.. miał swoich amfitrjonów, z którymi całe noce się łajdaczył, był z nimi „per t”... tak jak my... ale strzegł się pokazywać w ich towarzystwie w jasny dzień... tak naprzykład w saskim ogrodzie po sumie. Miał inne znajomości nocne, a inne dzienne. Słuchajno, czy ty mnie traktujesz jako nocnę, pokątną znajomość?

KOTWICZ

Aleś ty się, widzę, ululał na prawdę.. a to ładnie, w dzień ślubu.

STRASZ

Nie bój się o mnie.. Dajno mi wody.

KOTWICZ

wstaje i nalewa z karafki