pochwyciwszy Polę w objęcia

Polu! moje dziecię!

ŁECHCIŃSKA

sadzając Szambelanicowę na kanapie, z wyrzutem do szambelanica

A co! mówiłam, prosiłam... zapobiedz, póki był czas.

Płacze mocno.

SZAMBELANIC

z mocą

Moja pani, powiedziałem: milcz i nie wtrącaj się do rzeczy, które do ciebie nie należą. Proszę mi przynieść kapelusz i laskę.

ŁECHCIŃSKA