I wołam przychyl się przychyl

twarzą ślepą

niewidzialny trzepot

szepce idę

więc wówczas pokoju przestrzeń ściany

zbratane z sufitem czworgiem krawędzi górą

siny grzmot przekłuwa na wskroś

pochłania łóżko szafę obrazy stół

więc

jest wielki obszar pod chmurą