obtarłem o liść ręce burza czas mi odejść
gdy barka rozhuśtana gniotła w pianach wodę
płótna jej się wydęły dziewczęco i świeżo
niby daleka bitwa na budynku grzmiał dach
to w źle przybitych blachach i krokwiach19 wiatr zagrał
znikły kontury rzeczy zaszumiało z nagła
deszcz spadł niby kurtyna w eliptycznych fałdach
przeczucia
u czarnych okien wicher
brzęk choinkowych świecideł