drewniane niezdarne łamały szuwar koła

i tu chaos mosiężne ręce miecze karki

naszyjniki z krzemieni oczy w ogniu jarkim

oto burza postaci w skórach i kożuchach

stosy rozbijające płomieniami łun nów

aż znowu zaszumiało w szumach półbrzask bucha

pochłania miękka paszcza obłoku tłum hunnów25

potem się w nowych światłach powoli rozchyla

i jak balon nad miastem niedawna tkwi chwila

muł w rzekach kolczastego drutu