smugami tęczowymi wiją się zwitki papieru

z niebieska smutne łaskawe lecz gorące

parzą i palą czoło jak bryzgi eteru

wychodzą niespodziewane strofy

wołają podnosząc dłonie

chaosu dosyć

linia koło koniec

zrywają się

pamiętasz konie

na antycznym łuku wspinające się prychające brązem