gwiazdy w niebiosach siekły twą wielką twarz

a ten księżyc to z niego się śmiałeś

bezbożnymi ramionami trząsłeś witając jego wschód i świt

taanis namioty tak trzepocą jak twój płaszcz

i świecisz torsem przejrzystym oczu jeziorem

a bursztynowymi stopami w mozaikę zenitu bijesz

i szumisz konchami muszlami

w zielonawym złocie konstelacji nad modrym nocą borem

wywołany czy mocą czyją

czy może myślą alegoryczną fosforyzującą