miasto mdlejące przestrzeń która rzęzi

armaty rozpalone rwące się z uwięzi

w ogniach nicość

nagle odmęt białawy zawrzał w głos zanucił

jesteśmy pod lublinem który zorzą płonie

dzień dzisiejszy powrócił

powrócił jak syn marnotrawny

ucałujmy jego skronie

bo gdzie spojrzeć jak dawniej

budynki w oddaleniu lśniące