1. Po Feliksie został prokuratorem Festus607, który przede wszystkim chciał oczyścić kraj z łupieżców608. Większą też część ich wyłapał i niemało uśmiercił. Następca jego Albinus609 począł sobie od razu rządzić na inną modłę, albowiem nie było szelmostwa, którego nie byłby popełnił. Nie tylko okradał publiczne skarbce i rabował mienie prywatne, nie tylko kraj ścisnął podatkami, ale jął wypuszczać z więzienia zbrodniarzy, których jego poprzednicy tam byli zamknęli, jeżeli tylko krewni znosili mu okup, i ten tylko, kogo na taki wykup nie starczyło, siedział w więzieniu dalej jako zbrodzień. Zaraz też wzmogło się w Jerozolimie stronnictwo niepokoju; ludzie bogaci jednali sobie przekupstwem u Albinusa swobodę, mogli bezpiecznie podżegać do wszelkich gwałtów; lud zaś, któremu spokój znowu tak miły nie był, brał stronę tych, co byli w zmowie z Albinusem. Każdy zbrodniarz miał teraz własną bandę, a prokurator był pomiędzy nimi wszystkimi niby naczelny wódz rozbójnictwa i tyran wszechwładny, który przy pomocy siepaczy grabił najspokojniejszych obywateli. Ograbieni, zamiast podnieść gwałt, jakby należało, milczeli trwożliwie, ci zaś, których dotąd oszczędzono, aby się od podobnego uchronić losu, schlebiali jeszcze temu, co srogiej zaiste wart był kary. Nikomu nie wolno było wystąpić ze śmiałym słowem; rządził nie jakiś jeden tyran, ale cała tyranów tych gromada. I wtedy to pełną ręką rzucano ziarna, z których potem wykiełkowała zaguba całego kraju.
2. Mimo to Albinus był jeszcze szczytem dobroci610 w porównaniu ze swym następcą, który się zwał Gessiusz Florus611. Tamten przynajmniej krył się jakoś ze swymi zbrodniami; Gessiusz występował całkiem jawnie i zachowywał się jak nasłany oprawca, co to nie cofnie się przed żadną grabieżą i znieważeniem. Okrucieństwo jego nie znało litości, a czoło wstydu. Nikt tak nie umiał splugawić wszelkiej prawdy i słuszności, nikt też nigdy tak prosto do swych zbrodniczych celów nie podążał. Nie chodziło mu już o obdzieranie poszczególnych obywateli; on całe miasta grabił, całe dzielnice. Zdawało się, że lada dzień roześle po kraju keryksów i każe obwoływać, iż każdy może swobodnie grabić, byle się z nim dzielił. Wyludnił całe okolice, a obywatele tłumami uciekali z pieleszy ojczystych, chroniąc się do eparchii obcych612.
3. Dopóki Cestiusz Gallus, który zarządzał Syrią, siedział w swojej eparchii, nikt nie śmiał udać się do niego ze skargą na Florusa. Dopiero gdy zjawił się w Jerozolimie na Święta Przaśników613, obległy go tłumy trzymilionowe, prosząc o zmiłowanie nad okropnym położeniem narodu; krzyczeli, że Florus jest burzycielem ich krainy. Florus, który właśnie stał obok Cestiusza, posłyszawszy to, zaśmiał się na cały głos. Cestiusz zapewnił tłumy, iż postara się Florusa łagodniej dla nich usposobić, a potem powrócił do Antiochii. Florus, chcąc go całkiem w błąd wprowadzić, towarzyszył mu aż do Cezarei. Ale teraz już tylko o tym myślał614, aby na lud sprowadzić jakąś wojnę, bo ona tylko mogła pokryć wszystkie przez niego popełnione ohydy. Wiedział, że póki trwa pokój, Żydzi mogą go każdej chwili oskarżyć przed Cezarem; ale jeżeli zdoła wywołać bunt, wtedy większe zło oderwie ich oczy od zła mniejszego. Z każdym dniem tedy sroższe obmyślał uciski, aby doprowadzić lud do powstania.
4. Tymczasem Grecy z Cezarei przeprowadzili u Nerona, iż uznał ich panami miasta. Przywieźli z sobą pismo cesarskie i oto nastał początek wojny. Stało się to w dwunastym roku panowania Nerona615, w siedemnastym roku królowania Ągryppy, w miesiącu Artemisios616, a wielkość nieszczęścia, jakie stąd powstało, ani się da zmierzyć z nikłością przyczyn! Żydzi mieli bowiem w Cezarei synagogę zbudowaną na gruncie pewnego Greka. Kilka razy już chcieli ten grunt nabyć i dawali właścicielowi cenę wielokrotnie przewyższającą wartość owego kawałka ziemi. Ale on, tak hojnej wcale nie przyjmując zapłaty, jeszcze na złość im pobudował dokoła synagogi warsztaty i tak Żydom drogę zagrodził, że ledwie wąziutkie pozostało przejście, choć zapalczywsza młodzież starała się budowaniu temu przeszkodzić. Florus jednak położył koniec gwałtom młodzieńców. Wtedy starszyzna żydowska, do ostateczności doprowadzona, a przyłączył się do nich także celnik Jan, ofiarowała Florusowi osiem srebrnych talentów, jeżeli powstrzyma budowę owych warsztatów. Florus wszystko obiecał, aby tylko dostać pieniądze, ale skoro je dostał, zaraz opuścił Cezareę i pojechał do Sebaste, pozostawiając zwaśnione strony własnej zaradności, a raczej jak gdyby sprzedał Żydom prawo czynnego wystąpienia z bronią w ręku.
5. Dnia następnego przypadł szabat. Kiedy Żydzi zgromadzili się w synagodze, jakiś zadzierżysty Cezarejczyk postawił u wejścia do synagogi garnek do góry dnem i złożył ofiarę z ptaków617. Ubodło to niesłychanie Żydów, bo było nie tylko obrazą Zakonu, ale i zbezczeszczeniem miejsca. Spokojniejsi i rozważniejsi radzili udać się ze skargą do zwierzchności, lecz zapalczywa młódź nie mogła się już pohamować. Cezarejczycy zaraz też w zbrojnym pojawili się szeregu, jako że cała rzecz z garnkiem była ich wymysłem. I oto wybuchła utarczka. Wysłany na miejsce magister equitum618 Jukundus, aby sprawę załagodzić, zabrał garnek i chciał walce przeszkodzić. Ale gdy nie mógł Cezarejczyków powstrzymać, Żydzi, zabrawszy księgi Zakonu, pociągnęli do Narbaty619. Miejscowość ta jest oddalona od Cezarei o sześćdziesiąt stajań. Potem Jan na czele dwunastu spomiędzy starszyzny żydowskiej udał się do Sebaste. Stanąwszy przed Florusem, jął się użalać na zajście i prosił go o pomoc, bąknąwszy coś o owych ośmiu talentach. Florus jednak kazał delegatów wtrącić do więzienia pod pozorem, że uwieźli z Cezarei księgi Zakonu.
6. Zdarzenie to wzburzyło całą Jerozolimę, ale jeszcze starano się poskromić wybuch gniewu. Florus jednak jak najęty rozdmuchiwał w dalszym ciągu iskry upragnionej wojny, posłał też do świątyni i kazał zabrać ze skarbca siedemnaście talentów, że to niby sam Cezar tych pieniędzy potrzebuje. Lud osłupiał. Powstało w świątyni zbiegowisko i rozległy się krzyki, że też Cezar nie wglądnie w sprawy i nie uwolni ludu od tyraństwa Florusa. Urągano prokuratorowi w przeróżny sposób, a niektórzy, obnosząc skarbonki, żebrali o jałmużnę dla nieszczęśliwego biedaka Florusa. Ale to wszystko bynajmniej nie poskromiło chciwości prokuratora; myślał on tylko nad tym, jakby więcej jeszcze wyłudzić pieniędzy. Zamiast podążyć do Cezarei i tam zdusić wybuchający ogień wojny przez usunięcie powodów, które ludność jątrzyły, za co po prostu, powiedzieć można, otrzymał zapłatę, on na czele konnicy i piechoty ruszył do Jerozolimy, aby rzymskiej siły zbrojnej *620 dla swoich użyć celów, na miasto zaś rzucić strach i grozę.
7. Lud, chcąc gniew jego ułagodzić, powitał zbliżające się wojsko przychylnymi okrzykami, a także zamierzał samego Florusa przyjąć owacyjnie. Ale ten pchnął przodem centuriona Kapitona na czele pięćdziesięciu jeźdźców i kazał ludowi powiedzieć, aby się zaraz precz zabierał; niechaj nie udają życzliwości względem tego, któremu przedtem tak haniebnie urągali; a jeśli są mężczyznami i lubią śmiało gadać, to go widzą przed sobą i mogą nie tylko słowem, ale i z bronią w ręku okazać mu, jak wielbią swobodę. Tłum wystraszył się, a Kapiton zaraz z jeźdźcami ruszył samym środkiem tłoku, że lud, ani nie zdążywszy pozdrowić Florusa, ani też wojsku ze swej uległości się wytłumaczyć, pierzchnął na wszystkie strony i skrył się po domach, przepędziwszy noc w strachu i drżeniu.
8. Florus stanął w pałacu królewskim. Nazajutrz kazał przed tym pałacem ustawić trybunał, zajął miejsce, a przed owym jego trybunałem zjawili się arcykapłani, starszyzna i najwybitniejsi obywatele miasta. Florus żądał, by mu wydano tych, którzy miotali na niego obelgi, grożąc im karą, jeśli mu winnych nie dostarczą. Ci zaś ukazywali mu, jak lud jest spokojny, a też bardzo go przepraszali za tych, którzy może w mowach swoich dostatecznie umiarkowani nie byli. Ale przecież to proste, że w takim tłumie zawsze mogą się znaleźć krzykacze i niedowarzeńcy621; jak tu zatem wytropić tych, którzy teraz, strachem miotani, wszystkiego na pewno wypierać się będą. Niech więc Florus zachowa spokojność Jerozolimie, a Jerozolimę Rzymianom, niech dla tak wielkiej liczby niewinnych kilku tym winowajcom wybaczy i niech z powodu garsteczki przestępców tak życzliwego mu ogółu niepokojami nie wstrząsa.
9. Słowa te jeszcze bardziej rozsierdziły Florusa, który też zaraz krzyknął na żołnierzy, aby splądrowali tak zwany Górny Rynek i zabijali każdego, kto im podpadnie pod rękę. Chciwi łupu żołnierze z uciechą poskoczyli na rozkaz swego wodza i plądrowali nie tylko wskazaną im dzielnicę, ale wpadali do każdego domu, szerząc mord. W wąskich uliczkach powstał popłoch, bryzgała krew i zaiste nie ma zbrodni, której by tam nie popełniono. Przy tym wielu najspokojniejszych mieszkańców powleczono przed Florusa, a ten kazał ich biczować i przybijać do krzyża. Tego dnia poległo ogółem sześćset trzydzieści622 mężczyzn, kobiet, dzieci, ba, nawet niemowląt, bo i tych nie oszczędzono. Nieszczęście nabrało wyjątkowej grozy wskutek niebywałego okrucieństwa Rzymian. Florus uczynił to, na co się nie był ważył żaden z jego poprzedników. Kazał bowiem biczować i na krzyż przybijać623 ludzi stanu rycerskiego, którzy, aczkolwiek pochodzenia żydowskiego, mimo to owym rzymskim zaszczytem odznaczeni zostali.