1. W tym właśnie czasie król Agryppa udał się był do Aleksandrii, aby złożyć życzenia Aleksandrowi624, gdyż Neron powierzył mu zarząd nad Egiptem. Natomiast siostra jego Berenika przebywała w Jerozolimie i patrzeć musiała na wszystkie okropności rzezi dokonywanej przez żołnierzy. Przejęta do głębi tym przerażającym widowiskiem, raz za razem posyłała do Florusa hipparchów625 swoich i żołnierzy straży przybocznej, aby kazał zaprzestać przelewu krwi. Ale ani mu dosyć było wielkiej liczby zabitych, ani też względu nie miał dla wysokiego urodzenia tej, która się wstawiała, jeno chodziło mu o jedno: zysk jak największy osiągnąć z rabunku. Napastnicze żołdactwo zwróciło się nawet przeciwko samej królowej626; bo nie tylko na jej oczach pojmanych bili i uśmiercali, ale byliby się nawet targnęli na jej życie, gdyby się nie była schroniła pospiesznie do królewskiego pałacu, gdzie spędziła noc całą w lęku przed napadem, otoczona strażą. Przebywała wtedy w Jerozolimie, aby wypełnić ślub, jaki uczyniła Bogu. Jest bowiem u Żydów w zwyczaju, że z powodu choroby lub jakiegoś nieszczęścia przed złożeniem ofiary, obciąwszy włosy, dni trzydzieści odprawiają pokutę, nie pijąc wina. Berenika taką właśnie odprawiała pokutę. Stanęła tedy boso przed trybunałem Florusa jako błagalnica opieki żądająca, ale nie dość, że doznała upokorzenia, o mało tego życiem nie przypłaciła.
2. Działo się to szesnastego dnia miesiąca Artemisios. Nazajutrz zbolały tłum zebrał się na Górnym Rynku i oto rozległ się wielki lament nad pomordowanymi; a zarazem padały straszne przekleństwa na Florusa. Arcykapłani627 i starszyzna, przerażeni burzeniem się ludu, rozdarli szaty swoje, klękali przed tłumem i zaklinali go, aby się ukoił, a nie kusił gniewu Florusa, bo ten gotów po raz wtóry rozsrożyć się nad miastem. Tłum przymilkł, czy to przez szacunek dla tych, co go tak błagali, czy też w nadziei, że przecież Florus zaniecha dalszych niesprawiedliwości.
3. Florus jednak, zły, że do buntu nie doszło, i chcąc go koniecznie wywołać, kazał stawić się arcykapłanom oraz najwybitniejszym spomiędzy ludu. Oświadczył im, że uległość w jeden tylko sposób udowodniona mu być może: jeśli lud wyjdzie na mury na powitanie przybywającego z Cezarei wojska. Nadciągały bowiem stamtąd dwie kohorty. Gdy tedy ci zwoływali lud, Florus posłał naprzeciw wojska i kazał centurionom oznajmić, aby na pozdrowienie ludu żydowskiego wojsko odpowiedziało milczeniem, gdyby zaś dały się słyszeć jakiekolwiek szemrania, mają natychmiast użyć broni. Arcykapłani, zebrawszy lud w świątyni, przekładali mu, aby wyszedł w porządku naprzeciw zbliżających się kohort i dla uniknięcia dalszych prześladowań pozdrowił je życzliwie. Żywioły burzliwe słyszeć nawet o czymś podobnym nie chciały, a lud, będący pod świeżym wrażeniem mordów, stanął po stronie opornych.
4. Wtedy wszyscy kapłani i wszystka służba boża, niosąc święte sprzęty, przybrani w szaty, jakie wdziewali tylko, aby cześć Bogu oddawać, wyszli w uroczystym pochodzie, wyszli grający na cytrach i śpiewacy ze swymi instrumentami, a wszystko to padło przed ludem na kolana z błagalną prośbą, aby im świętych ozdób nie odbierał, aby nie podniecał Rzymian do zrabowania Bogu poświęconych klejnotów. Widziano tam arcykapłanów z głowami osypanymi popiołem, widziano ich piersi obnażone, gdyż szaty mieli rozdarte. Błagali po imieniu możniejszych i tłum liczny błagali, aby dla wzgardliwego drobiazgu nie wydawano ojczyzny w ręce tych, co na jej zgubę czyhają. Jeżeli teraz pójdą628, jakąż korzyścią dla legionistów będzie ich skromne pozdrowienie? A jeżeli nie wyjdą im na spotkanie, czyż przez to naprawi się zło, które się wydarzyło? Skoro swym obyczajem życzliwie powitają nadciągających, odpadnie Florusowi wszelka sposobność do wszczęcia wojny i cierpień nie będzie. Niechaj nie dają posłuchu nielicznych wichrzycieli namowom, ale w tak przeważającej będąc liczbie, niechaj raczej tamtych przekonają, a za sobą pociągną.
5. W ten sposób uśmierzyli nie tylko tłum, ale i owych opornych, czy to pogróżką, czy powagą swoją. W szatach odświętnych, w milczeniu uroczystym wyszedł lud naprzeciwko zbliżających się wojska, a potem pozdrowił je. Ale głucha cisza była mu odpowiedzią. Wtedy z niespokojniejszych piersi zaczęły padać klątwy na Florusa. To było hasłem do natarcia. Wojsko niby błyskawica zatoczyło krąg koło ludu; poczęto tłuc kijami tłum, a tych, co rzucili się do ucieczki, brali jeźdźcy pod kopyta pędzących rumaków. Wielu padło pod razami Rzymian, ale wielu sam tłum stratował. U bram miasta powstał okropny natłok, każdy chciał się ratować i skutkiem tego wszystkim ratunek ten został utrudniony, a kto runął na ziemię, męczeńską poniósł śmierć. Tłum brodził po nich, gniótł, tratował, że krewni krewnych, gdy potem chodziło o pogrzeb, wcale rozpoznać nie mogli. Za uciekającymi wbiegli do miasta żołnierze, bijąc gęsto, kogo tylko sięgnąć zdołali, wpychając lud do dzielnicy zwanej Betezą629, na bok od świątyni i Antonii, bo je chcieli zająć. W tym samym celu Florus ruszył swoje wojsko z placu około królewskiego pałacu, starając się dotrzeć pod twierdzę. Ale doznał porażki. Nagle lud stanął, odwrócił się, powstrzymał napór, a zająwszy dachy domów, począł na głowy Rzymian miotać pociski. Rażeni strzałami i zbyt słabi, aby w ciasnocie uliczek przełamać parcie tak licznych tłumów, wycofali się w okolicę królewskiego pałacu, gdzie mieli obozowisko.
6. Powstańcy, bojąc się, że Florus przy napadzie ponownym zajmie świątynię od strony Antonii, rzucili się na górę i zburzyli krużganek łączący świątynię z twierdzą Antonia. To ostudziło żary chciwości Florusowej. Bo chodziło mu tylko o zagarnięcie skarbca bożego i dlatego jedynie dążył do zajęcia Antonii. Skoro zaś zburzono krużganki, zaniechał napaści, a wezwawszy do siebie arcykapłanów i radę, oświadczył, że miasto opuści i że zostawi tylko taką załogę, jaką by mieć chcieli. Ci przyobiecali mu, iż nastanie w mieście spokój i zaniechane będą wszelkie bunty, niech zostawi tylko jedną kohortę, wszelako nie tę, która teraz walczyła, bo lud zbyt na nią jest rozjątrzony z powodu klęski. Florus zostawił tedy inną kohortę, jak tego żądali, sam zaś zresztą wojska odszedł do Cezarei.
XVI
1. Florus, pragnąc w dalszym ciągu rozdmuchiwać wojnę, oskarżył kłamliwie Żydów przed Cestiuszem, że się zbuntowali, że urządzili napad na wojsko rzymskie, jednym słowem, że popełnili to, co właściwie im wyrządzono. Starszyzna żydowska także nie milczała; łącznie z Bereniką wysłała pismo do Cestiusza, oskarżając Florusa o niegodną napaść na miasto. Cestiusz, otrzymawszy pisma obu stron, naradzał się ze swymi hegemonami, co począć. Były zdania, że Cestiusz powinien bezzwłocznie ruszyć z wojskiem na miasto i ukarać je, o ile się rzeczywiście buntuje, jeżeli zaś nie, wierność w nim silniej zaszczepić. On sam zaś mniemał, że lepiej będzie wpierw posłać kogoś na miejsce dla zbadania stanu rzeczy i otrzymania dokładnych wiadomości, jakie usposobienie panuje wśród Żydów. Wysłał też w tym celu trybuna Neapolitanusa, który pod Jamneą spotkał się z wracającym z Egiptu królem Agryppą i powiedział mu, dokąd jedzie i jakie mu poruczono zadanie.
2. Tam też przybyli z ramienia Żydów arcykapłani, starszyzna i rada, aby się królowi pokłonić. A pokłoniwszy się, zabiadali nad swoją niedolą i nad okrucieństwami popełnionymi przez Florusa. Agryppa, słuchając tych skarg, do głębi został wzburzony, ale jako zręczny taktyk począł grzmieć na Żydów, którym współczuł, najpierw dlatego, aby nieco ukrócić zapędy ich obrażonej dumy, a następnie dlatego, aby przez pozorne przypisanie im winy odwieść ich od zemsty. A że to byli ludzie wybitnego umysłu i ze względu na swe majątki czciciele pokoju, zrozumieli doskonale myśl wyrzutów, jakimi zostali zasypani. Ale na sześćdziesiąt stajań przed Jerozolimą spotkali lud, który tu wyległ, aby zanieść skargę Agryppie i Neapolitanusowi. Przed ludem szły żony pomordowanych wśród jęków i biadań, a wnet cały lud zapłakał wraz z nimi, błagając Agryppę o pomoc; Neapolitanusowi zaś opowiadano, jakie musieli znosić udręczenia ze strony Florusa. Gdy weszli do miasta, pokazywali spustoszony Rynek i zburzone domy. Prosili Agryppę, aby namówił Neapolitanusa do obejścia miasta całego aż do Siloe630 z jednym tylko sługą; przekona się, jak Żydzi pod każdym względem ulegli są Rzymianom i tylko burzy ich nieludzkie okrucieństwo Florusa. Neapolitanus obszedł rzeczywiście miasto, przekonał się osobiście o przychylnym usposobieniu ludności, a potem wstąpił do ich świątyni. Tam też kazał zwołać tłumy, chwalił ich za wierność względem Rzymian, gorąco ich wzywał, aby się zachowywali spokojnie, i uczciwszy bytnością swoją świątynię aż do miejsca dozwolonego, udał się w drogę powrotną do Cestiusza.
3. Teraz lud obległ króla i arcykapłanów, domagając się, aby zostało wyprawione poselstwo do Nerona ze skargą na Florusa; bo jeżeli po takich rzeziach Żydzi zachowają milczenie, to właśnie będzie ich można posądzać, że się istotnie buntowali; jeżeli nie powiedzą, kto za miecz chwycił, sami o to zostaną oskarżeni. Można było od razu zmiarkować, że jeśli to poselstwo nie zostanie wysłane, lud uspokoić się nie da. Agryppa wiedział, że gdy przyłoży rękę do oskarżenia Florusa, narobi sobie nieprzyjaciół, ale również niczego dobrego nie spodziewał się dla siebie, jeżeli Żydzi zaplączą się w wojnę. Zwołał tedy lud na Ksystos631, gdzie z jednej strony wydźwignięty most ku świątyni, a z drugiej strony na krańcach Górnego Miasta wznosi się pałac Hasmonejczyków. Stanąwszy przed tym pałacem z siostrą Bereniką u boku, umyślnie tak, aby ją każdy mógł widzieć, przemówił do ludu w te słowa: