4. „Gdybym miał pewność, że wszyscy domagacie się wojny z Rzymianami, a nie był przekonany, iż lepsi i rozumniejsi spomiędzy was usilnie pokoju pragną, nie stawałbym przed wami i nie ważył się jakichś tam rad wam udzielać. Zbyteczną jest bowiem rzeczą mówić, co należy czynić, skoro już wszyscy słuchacze na rzecz złą się zgodzili. Ale ponieważ nie chodzi tu o garść młodzi, co to o klęskach wojennych wyobrażenia nie mają, ani też o tych, którzy się oszałamiają rojeniami wolności, czy też wreszcie o tych, którzy mniemają, że w czasie ogólnego zamętu będzie można słabszych bezkarnie łupić, przeto aby jednych doprowadzić do opamiętania i zmiany zdania, drugich zaś uchronić od nieszczęścia, w jakie ich chcą pchnąć nieliczni szaleńcy, uważałem za potrzebne was tu zebrać i przemówić do was, co i jak czynić należy. Niechaj mi jednak nikt nie przerywa, choćby usłyszał coś przykrego. Bo kto się już opowiedział za buntem, ten może i po moim przemówieniu przy swoim pozostać, ale jeżeli będziecie mi przeszkadzali, to słowa moje nie dojdą do tych, którzy by je istotnie słyszeć chcieli. Oto przekonałem się, że jedni zbyt przesadnie biadają na nadużycia prokuratorów, a drudzy zbyt barwnie przedstawiają słodycze niezależności. Nim ocenię siły wasze i siły waszych przeciwników, postaram się pierwej rozplątać węzeł powodów, jakie was pchają do wojny. Jeżeli wam chodzi tylko o to, aby się uwolnić od prześladowców, czemu wołacie: niepodległość?632 A jeżeli w ogóle zależności znosić nie umiecie, to co się tu skarżyć na prokuratorów! Chociaż byliby najbardziej umiarkowani, sama zależność jest już hańbą. Słuchajcie tylko uważnie każdego mego słowa, a przekonacie się, jak nikłe są powody do rozpoczęcia wojny. Więc przede wszystkim skargi na prokuratorów. Trudna rada, władzy trzeba słuchać, a nie drażnić jej. Jeżeli na jakiś drobny ucisk odpowiecie obelgami, sami tylko poniesiecie szkodę, bo gdy przedtem doskwierano wam z ukrycia, z pewną powściągliwością, potem będą jawnie dążyć do tego, aby was zniszczyć. Cierpliwość doprowadza do opamiętania smagającą rękę, a człowiek znieważony spokojem swoim rozbraja największego okrutnika. Przypuśćmy jednak, że rzymscy zarządcy są rzeczywiście źli nie do zniesienia; to przecież z tego jeszcze nie wynika, aby was krzywdzili wszyscy Rzymianie i Cezar, z którymi chcecie wojnę prowadzić. Jeżeli się zdarzy występny prokurator, to na owe występki swoje wcale przecież pełnomocnictwa nie otrzymał; siedząc na zachodzie, trudno wiedzieć, co się na wschodzie dzieje, a wieści od nas niełatwo tam dochodzą. Za winy jednego człowieka nie można wytaczać wojny ogółowi, który nawet nie będzie wiedział, o co wam chodziło. Wypadałoby się nad tym zastanowić, w jaki sposób dola wasza mogłaby ulec rychłej zmianie na lepsze. Żaden z prokuratorów nie jest tu przysyłany na zawsze, po ludziach gwałtownych mogą nastąpić bardziej umiarkowani; ale gdy wojna wybuchnie, ani jej przerwać, ani bez ciężkich strat zakończyć niepodobna. A co do niepodległości, to nie pora teraz jej się domagać; dawniej należało walczyć, aby jej nie utracić. Niewola jest ciężkim brzemieniem; rzecz tedy godziwa, że komu ona grozi, ten się chce bronić. Ale kto w nią już popadł, a chce się z niej wyłamywać, ten bynajmniej nie jest człowiekiem wolności, ale zuchwałym niewolnikiem. To wtedy, kiedy Pompejusz wkraczał do kraju naszego, należało wszystkie siły wytężyć, aby Rzymian nie wpuścić. Skoro przodkowie nasi i królowie, tak w porównaniu z wami zasobni w środki, w wojska, tak dzielni, a mimo to małej cząstce owej potęgi rzymskiej nie podołali, jakże to wy, urodzeni w niewoli, tak bezmiernie od nich słabsi, od nich, którzy ulec musieli, jakże to wy chcecie stawić czoło zbiorowej Rzymian potędze? Oto Ateńczycy, którzy dla zapewnienia Helladzie wolności rodzinne miasto z dymem puścili633, którzy pysznego Kserksesa634 ścigali, co to po lądach pływał, a po morzach suchą stopą chodził, pan wszystkich wód, którego wojsk Europa nie mogła pomieścić, oto owi Ateńczycy, którzy pod niepozorną Salaminą635 tak wielką potęgę złamali, z kolei Rzymianom ulegli, i miasto, które całą Helladą rządziło, teraz rozkazów z Italii słucha przychodzących. A Lacedemończycy po Termopilach636, po Platejach637, po Agesilaosie638, który im bramy Azji na oścież otworzył, również podpadli pod władzę tych samych panów; Macedończycy, co to wciąż jeszcze widzą Filipa, jak z Aleksandrem639 zakłada państwo wszechświatowe, nie innego doznali losu, ugiąwszy się przed tymi, którym szczęście przyświeca. Setki innych ludów, bardziej jeszcze wolność miłujących, podpadło pod ich władzę. Dla was jest tylko hańbą ulegać tym, których słucha cała ziemia. Gdzie wojsko? Gdzie broń, szaleńcy? Gdzie flota, którą otoczycie morza Rzymian? Gdzie środki na to przedsięwzięcie? Czyż mniemacie, że to sprawa z Arabami albo z Egiptem? Czy wy wiecie co to jest państwo rzymskie? Czy doprawdy nie posiadacie miary dla poznania swej bezsilności? Ileż to razy sąsiednie ludy stopę zwycięską wam na karku kładły, gdy tamci, przez nikogo niepowstrzymani, cały krąg zamieszkałego świata wzięli w posiadanie. Nie, dalej jeszcze władzę swą ponieśli. Nie wystarczał im cały Eufrat na wschodzie i Ister640 na północy, pustynia libijska od południa i Gadeira641 w stronie zachodu, ruszyli za Ocean nowych szukać światów i godła swoje zatknęli wśród nieznanych przedtem nikomu Brytanów. A wy? Czyście zamożniejsi od Galów, mężniejsi od Germanów, mędrsi od Greków, liczniejsi niż wszystkie ludy ziemi? Niewola gniecie, zabrzmi odpowiedź wasza. Czy nie dolega ona bardziej Hellenom, najszlachetniejszemu narodowi pod słońcem642, który, choć tak rozległe zamieszkał obszary, przecież się uchylił przed sześcioma rzymskimi rózgami643? A Macedończycy, bardziej chyba od was do dążeń niepodległościowych uprawnieni? A owe pięćset miast azjatyckich? Czyż nie podlegają bez wojskowego przymusu jednemu hegemonowi o rózgach konsularnych? Czyż mam wspominać Heniochów, Kolchów, Taurów644, ludy mieszkające dokoła Bosforu645, Euksynu646 i Maeotis647? Toż te ludy własnych nie miały własnych panów, a dziś na utrzymanie ich w karbach wystarcza trzy tysiące hoplitów. Głuche było ongi burzliwych fal pustkowie, a dziś czterdzieści okrętów rzymskich krąży po nich, ładu pilnując. Czyż Bitynia, Licja, Cylicja, Kapadocja, Pamfilia648 nie miałyby prawa rwać się do niezawisłości, a czyż nie składają daniny bez nacisku orężnego? Ba, nawet Trakowie649, przez których kraj pięć dni w poprzek trzeba jechać, a wzdłuż dni siedem, kraj dzikszy i niedostępniejszy niż wasz, bo umie nawet mrozami odstraszyć najeźdźcę, czy dla utrzymania go w uległości nie starczyło dwa tysiące jeźdźców rzymskich? A Ilirowie650, których ziemie rozciągają się aż do Dalmacji i wód Istru, czy nie przycichli zupełnie pod dozorem dwóch legii rzymskich, które im jeszcze pomagają w odpieraniu najazdów Daków? A Dalmatowie, którzy tak długo i tak zacięcie za wolność swoją walczyli i po każdej klęsce z nowymi do boju zrywali się siłami, jakże są teraz cisi pod opieką jednej legii? Czyż nie byłoby łatwiej Galom rwać się do powstania, których kraj przez przyrodę samą już jest do twierdzy podobny, bo od wschodu dźwignęły się Alpy, od południa Pireneje, a od zachodu rozlał się szeroko Ocean? W takiej zamknięci warowni, trzysta i pięć szczepów licząc, we wszelkie źródła bogactw w obrębie własnego kraju zaopatrzeni, a płodami swymi całą obdarzając ziemię, przecież zależność uznali od Rzymu, który ich dobytkiem ojczystym rozporządza się jak własnym. A nie dlatego to znoszą, iżby to byli tchórze lub wyrodki, bo przecież lat osiemdziesiąt za wolność krew przelewali, ale zatrwożyło ich to nadzwyczajne powodzenie Rzymian, które skuteczniej od miecza wszędzie im drogę torowało. Ulegają tedy sile tysiąca dwustu żołnierzy rzymskich, kiedy liczba ich miast jest większa od liczby ich stróżów. Iberom w wojnie o niepodległość ani złoto, które z ziemi swej dobywają, nie pomogło, ani ogromna od Rzymu odległość, czy to lądem, czy morzem, ani wojowniczość Luzytanów i Kantabrów651, ani wreszcie grzmiącą falą wzdęty Ocean, straszny nawet dla ludności miejscowej. Rzymianie rozpostarli swą władzę aż za Słupy Heraklesa652, ruszyli przez obłoki szczytami Pirenejów i zawładnęli tymi ludami, tak walecznymi i pracowitymi, dziś strzeżonymi przez jedną jedyną legię. Któż z was nie słyszał o licznym narodzie Germanów? Ich jeńców wojennych Rzymianie wszędzie trzymają, przeto nieraz prawdopodobnie podziwialiście wzrost ich i siłę. Zamieszkują bezmierne obszary, silni, a jeszcze więcej dumni, męstwo każe im gardzić śmiercią, srożsi od zwierząt najbardziej drapieżnych, a jednak Ren stał się granicą ich napadów, a przez osiem legii rzymskich poskromieni, wysługują się jako niewolnicy, gdy cały lud ich ratuje się ucieczką. Obróćcie oczy na mury Brytanów, wy, którzy w murach jerozolimskich nadzieje pokładacie. Bronił Brytanów Ocean, mieszkali na wyspie, nie mniejszej od całej naszej krainy, a tymczasem Rzymianie podpłynęli ku nim na swoich okrętach, ujarzmili ich i oto teraz cztery legie strażują na ich wyspie. Czyż słów nie szkoda, jeśli nawet Partowie, ten niezwykle bitny naród, władca wielu ludów i takiego wojska, a posyła Rzymianom zakładników i oto na oczach wszystkich owe rody wschodu dla utrzymania pokoju płaszczą się niewolniczo w Italii. Prawie wszystkie ludy świata ukorzyły się przed potęgą Rzymian, a wy jedni chcecie się z nimi bronią mierzyć, niepomni losu Kartaginy653, której synowie wywodzili się od znakomitych Fenicjan, co to swego wielkiego Hannibala654 mieli, a w końcu padli, prawicą Scypiona655 zgnieceni. Ani Cyrenejczycy656, szczep lacedemoński, ani Marmarydzi, których siedziby sięgają aż w głąb pustyni, ani też owi już z imienia straszni Syrtowie, Nasamonowie, Maurowie657 i niezliczone chmary Numidów658, nikt z nich nie oparł się męstwu Rzymian. Podbili trzecią część świata659, którego ludów wyliczyć nawet nie można, od Atlantyku i Słupów Herkulesa aż do Morza Czerwonego i niezliczone koczowiska Etiopów660, skąd płynie zboże, którym przez osiem miesięcy roku Rzym się żywi, skąd płyną daniny na opędzenie wydatków państwa, płyną dobrowolnie, bez niczyich szemrań, bez uważania tego za poniżenie, choć tylko jedna legia straże tam swoje rozstawia. Ale po cóż do dalekich sięgać przykładów, by Rzymian władzę unaocznić, gdy już sam Egipt na świadka staje, co się rozłożył między Etiopią, Szczęśliwą Arabią661 i Indiami, liczący siedem i pół miliona ludności, i to bez Aleksandrii, jak to widzieć można z podatku pogłównego; mimo to nie wstydzi się podlegać Rzymowi. A jakimże środowiskiem buntu mogłaby zostać Aleksandria, tak wielka, ludna i tak bogata! Długość tego miasta wynosi stajań trzydzieści, a szerokość nie mniej jak dziesięć stajań; miesięczna jej danina większa jest niż wasza roczna, a oprócz tego posyła zboże Rzymianom na cztery pozostałe miesiące roku. Obwarowana potężnie, czy to dzięki nieprzebytym pustyniom, odcięta od świata morzem bez przystani, rzekami, bagnami. Nic to nie przeszkodziło szczęściu rzymskiemu i oto obecnie dwie legie w mieście tym załogą stojące trzymają na wodzy przestrzenny Egipt i możną Macedonię. Gdzież tedy na rozległej ziemi662 znajdziecie sprzymierzeńców do walki z nimi? A skoro wszędzie panują Rzymianie, może uniosły was nadzieje za Eufrat, może oczekujecie pomocy od współplemieńczych mieszkańców Adiabeny663? Ale oni najpierw dla tak bezrozumnego powodu w podobną wojnę wplątać się nie dadzą, a wreszcie, gdyby ich nawet takie ogarnęło oszołomienie, to Partowie im na to nie pozwolą. Bardzo im bowiem zależy na przymierzu z Rzymianami i uważaliby za naruszenie zgody, gdyby ktoś z ich środowiska na Rzymian się porwał. Pozostałaby chyba jedynie pomoc Boża. Ale Bóg po stronie Rzymian także stanął, bo bez jego pomocy nie byliby nigdy doszli do takiej potęgi. Uważajcie przy tym, jakie trudności napotkałoby prawidłowe dopełnianie obrządków; walcząc nawet ze słabszym wrogiem, zmuszeni bylibyście naruszać przykazania, a jedynie dochowanie ich zapewnia wam pomoc Boga, który by się od was wtedy na pewno odwrócił. Chcąc święcić dzień Pański i wstrzymywać się od wszelkiej pracy, łatwo zostaniecie pobici, tak jak przodkowie wasi ulegli Pompejuszowi, który w takie dni najbardziej się krzątał około robót oblężniczych, kiedy oblężeni świętowali. Ale jeżeli w czasie wojny będziecie naruszali przykazania, to zaiste nie wiem już, o co w ogóle walczyć zamierzacie, gdy jedynym waszym zadaniem jest strzec Zakonu. Jakże zdołacie wybłagać u Boga pomoc, skoro się w obowiązkach waszych względem niego zaniedbacie? Ktokolwiek rusza na wojnę, ten zawsze liczy albo na pomoc Boga, albo też na pomoc człowieka. Ale kto nie może się spodziewać pomocy ani z jednej, ani z drugiej strony, tego czeka po prostu pogrom. Lepiej zaraz własnymi rękami wymordujcie żony i dzieci, podłóżcie ogień pod to piękne miasto; powiedzą o was: szaleni, ale nie powiedzą: sromotnie pobici. Tak, przyjaciele, tak! Póki okręt w przystani, patrzeć trzeba po niebie, skąd burza nadciąga, bo kto się na oślep rzuca w odmęty, ten zginie. Ten też wzbudza litość, na kogo spadło nieszczęście, ale kto go sam szukał, nad tym wzruszają ramionami. Czyż może kto sądzi, że Rzymianie zakończą wojnę jakim układem, albo, gdy wygrają, łagodne rządy nad wami roztoczą? Nie, raczej jako przykład dla innych ludów w perzynę obrócą święte wasze miasto i naród wasz cały zatracą. Bo kto by nawet uszedł spod ich miecza, nigdzie nie znajdzie przytułku, bo albo wszyscy są już pod władzą Rzymian, albo też im to grozi. Nieszczęście zawiśnie nie tylko nad mieszkańcami Jeruzalem, ale i nad tymi wszystkimi, którzy w innych zamieszkali miastach. Nie ma bowiem ludu na ziemi, wśród którego nie byliby się Żydzi osadzili. Bunt wasz sprawi, że wszystkich ich nieprzyjaciele wasi będą mordowali i wskutek złej rady niewielu będą w każdym mieście spadały głowy Żydów. A zabójcy ich zostaną bezkarni. Gdyby zaś tego wam nie uczyniono, zastanówcie się, czy byłoby rzeczą godziwą podnosić broń na tak ludzkie plemię? Zmiłujcie się tedy, jeżeli nie nad żonami waszymi i dziećmi, to nad tą stolicą i nad tymi świętymi miejscami! Niechaj stoi ta świątynia, ten Przybytek, te krużganki, to Święte Świętych! Zwycięscy Rzymianie niczego nie oszczędzą, skoro za dotychczasową wyrozumiałość tak małą wdzięczność zbiorą. Niechaj mi świadkiem będzie wszystko, co czcią otaczacie, święci Aniołowie Pańscy i cała ojczyzna, że uczyniłem co mogłem, aby was ratować. Jeżeli postanowicie coś godziwego, będziecie wraz ze mną cieszyli się pokojem, ale jeżeli porwie was szał, rzucajcie się w otchłań zguby beze mnie!”

5. Po tych słowach zapłakał, zapłakała także jego siostra, a strumienie ich łez znacznie przygasiły roznamiętnienie Żydów. Krzyknęli głośno, że chcą wojny nie z Rzymianami, ale z Florusem, od którego tyle ucierpieli. Agryppa odpowiedział: „Sądząc z waszych czynów, już prowadzicie wojnę z Rzymianami. Nie zapłaciliście Cezarowi podatku i zburzyliście krużganki Antonii. Możecie tylko wtedy uniknąć zarzutu wszczęcia buntu, jeżeli je odbudujecie i podatek zapłacicie. Twierdza zaś do Florusa nie należy i nie jemu też ów podatek macie płacić”.

XVII

1. Lud, uspokojony tym przemówieniem, podążył z królem i Bereniką do świątyni, gdzie przystąpił do odbudowania zburzonych krużganków, natomiast starszyzna i członkowie rady rozeszli się po wsiach, żeby zebrać podatek. Niebawem też wpłynęło czterdzieści talentów, czyli tyle właśnie, ile zalegało. Tym sposobem Agryppa powstrzymał wybuch wojny, ale prócz tego chciał nakłonić lud do posłuszeństwa względem Florusa, dopóki Cezar nie przysłałby następcy. Jednakowoż lud obruszył się na to, obrzucił króla obelgami i zażądał od niego, aby natychmiast opuścił miasto; niektórzy posunęli się nawet tak daleko, że rzucali w niego kamieniami664. Wtedy król przekonał się, że tamy roznamiętnieniu powstańczemu położyć już niepodobna, a urażony z powodu zniewag, jakie mu wyrządzono, skierował starszyznę i czołowych obywateli do Florusa, aby spomiędzy nich wybrał ludzi do zbierania daniny w kraju, sam zaś wrócił do swego królestwa.

2. Tymczasem skupiła się pewna liczba tych, którzy najbardziej rwali się do wojny; ruszyli na warowną Masadę, opadli znienacka rzymską załogę, wycięli ją i ustanowili tam swoją straż. Równocześnie Eleazar, syn arcykapłana Ananiasza, bardzo śmiały młodzieniec, dowódca straży świątyni, zażądał od kapłanów, aby nie przyjmowali żadnych ofiar i darów od cudzoziemców. Oto był właściwy początek wojny przeciwko Rzymianom, chodziło bowiem o odrzucenie ofiar składanych za Rzymian i za Cezara. Chociaż arcykapłani i starszyzna gorąco prosili, aby tego nie czyniono, bo się to już niemal zwyczajem stało, oporni twardo stali przy swoim, wiedząc, że mają za sobą najtęższych ludzi spomiędzy zbuntowanego gminu, a prócz tego Eleazara i jego straż.

3. Zeszli się tedy arcykapłani, starszyzna i najwpływowsi spomiędzy faryzeuszów, aby wobec grożącego niebezpieczeństwa odbyć naradę. Postanowiono spróbować przemówić do powstańców i w tym celu zwołano zgromadzenie ludowe u spiżowych podwoi świątyni665, które wychodziły na wschód. Tam mówcy ich najpierw w sposób dosadny tłumaczyli, jak szaloną rzeczą jest wszczynać bunt i ojczyznę w taką pogrążać wojnę, następnie zaś wykazywali, że nie ma żadnych powodów do zbrojnego wystąpienia, a wreszcie dowodzili, że przodkowie darami cudzoziemców666 świątynię bardzo przyozdobili, że przyjmowali je667 chętnie od obcych, że nikomu nie zabraniali składać ofiar, bo byłoby to rzeczą bezbożną, przeciwnie, do dnia dzisiejszego każdy te dary przez nich w świątyni ustawione widzieć może. Powstańcy, chcąc zmienić stary obyczaj ojców, szukają tylko pozoru do walki z Rzymianami, a zupełnie tego nie biorą pod uwagę, że wskutek podobnego postanowienia miasto ich zostanie okrzyczane za bezbożne. Gdyby uknuto coś takiego przeciwko zwykłemu obywatelowi, powstańcy krzyknęliby niezawodnie, że zostało naruszone przykazanie miłości bliźniego. Ale że chodzi o Rzymian i Cezara, przeto postanowienie to wydaje się im zupełnie sprawiedliwe. Czy jednak odrzucenie ofiar cudzych nie grozi ludowi, że może sam własnych swoich nie będzie mógł składać? Czy czasem miasto ich nie zostanie wyjęte spod praw? Należy się tedy szybko rozmyślić i ofiary przywrócić, aby tę obelgę cudzym wyrządzoną naprawić, nim wieść o niej dojdzie do ich uszu.

4. Obok mówców, którzy to głosili, stawiano kapłanów bardzo biegłych we wszystkim, co się do obyczajów ojczystych odnosiło. Oni też tłumaczyli ludowi, że przodkowie zawsze ofiary cudzoziemców chętnie przyjmowali. Ale nikt ich już nie słuchał, a rozbójnictwo668, które dla wywołania wojny głównie w to biło, wcale na zgromadzenie nie przyszło. Skoro starszyzna przekonała się, że już nie zdoła poskromić buntu, a czuła, że Rzymianie ją najpierw do odpowiedzialności pociągną, starała się wszelką winę z siebie zrzucić. Wysłano przeto dwie delegacje, jedną do Florusa, na czele której stał Szymon, syn Ananiasza, drugą zaś do Agryppy, w której znaleźli się ludzie wybitni i z królem spokrewnieni, jak Saul, Antypas i Kostobar. Delegaci mieli prosić Florusa i Agryppę, aby z wojskami przybyli do miasta i póki jeszcze czas bunt stłumili. Florus nie mógł był otrzymać przyjemniejszej dla siebie nowiny, a ponieważ wszystkich sposobów używał dla wywołania tej wojny, przeto głuchy był na prośby delegatów. Agryppa zaś, który był zatrwożony zarówno o los powstańców, jak i tych, przeciwko którym oni powstawali, chcąc Rzymianom zachować w wierności Żydów, a Żydom zachować świątynię i stolicę, sam przy tym dla siebie poczytując tę wojnę za bardzo niekorzystną, posłał na pomoc obywatelom dwa tysiące669 jeźdźców z ziem Auranitis, Batanea i Trachonitis pod naczelnym dowództwem hipparcha Dariusza i stratega Filipa, syna Jakima.

5. Tchnęło to odwagę w starszyznę, która też wraz z arcykapłanami i spokojną częścią ludności zajęła Górne Miasto. Powstańcy bowiem panowali już w Dolnym Mieście i w świątyni. Zaczął tedy padać z obustron nieustający grad pocisków, rzucano z procy kamienie, wypuszczano strzały. Co jakiś czas jedni albo drudzy wypadali ze swoich stanowisk, czyniąc wycieczki, przy czym powstańcy zawsze górowali śmiałością, a ludzie królewscy doświadczeniem wojennym. Ci ostatni przede wszystkim dokładali starań, aby zająć świątynię i wyprzeć z niej tych, co ją zbezcześcili, natomiast powstańcy pod wodzą Eleazara starali się prócz dzielnic, które już były w ich rękach, zająć Górne Miasto. I płynęła obficie przez dni siedem670 krew po obu stronach, a mimo to jedni drugich z zajętych stanowisk wyprzeć nie zdołali.

6. Szóstego dnia przypadło Święto Znoszenia Drewien671, kiedy to cały naród przybywa z paliwem przed ołtarz, aby tam ogień nigdy nie zagasł. Powstańcy nie dopuścili do tego przeciwników. A ponieważ wraz z bezbronnym ludem przekradło się do świątyni wielu sykariuszy, bo tak się nazywają owi złoczyńcy, co to zawsze w zanadrzu broń noszą, przeto ponowiono napady z wielką zuchwałością. Przewyższając ludzi królewskich liczebnością i śmiałym duchem, wyparli ich całkiem z Górnego Miasta. Napadłszy na dom arcykapłana Ananiasza oraz na pałace Agryppy i Bereniki, podłożyli pod nie ogień. Następnie podpalili archiwa672, aby czym prędzej zniszczyć wykazy dłużników i uniemożliwić ściąganie należności, skutkiem czego na ich stronę przeszedł zaraz tłum tych, którym to bardzo było na rękę, i oto w ten sposób podburzyli nieposiadających przeciwko posiadającym. A ponieważ strażnicy dokumentów zbiegli, przeto nikt im w nieceniu ognia nie przeszkadzał. Zniszczywszy w ten sposób główne ścięgno673 życia miejskiego, ruszyli na samych nieprzyjaciół. Niektórzy spomiędzy starszyzny i arcykapłanów ukryli się w podziemnych chodnikach, inni wraz z wojskiem królewskim zbiegli do górnego pałacu674, szybko za sobą zatarasowawszy bramy. Tu też znaleźli się arcykapłan Ananiasz, jego brat Ezechiasz i członkowie delegacji, którzy jeździli do Agryppy. Tamtym zaś na razie wystarczyło zwycięstwo i owe pożary, więc nieco spoczęli675.

7. Nazajutrz, to jest dnia piętnastego676 miesiąca Loos napadli na Antonię, przez dwa dni załogę oblegali, w końcu ją wysiekli, a twierdzę puścili z dymem677. Stąd ruszyli pod pałac, gdzie chronili się ludzie królewscy; podzieliwszy się na cztery gromady, starali się mur przebić. Ponieważ liczba oblegających była znaczna, przeto oblężeni nie ważyli się na żadne wycieczki, lecz rozstawieni po murach i wieżach miotali pociski i wielu z owych band pod murami trupem położyli. Dniem i nocą wrzał teraz bój bez przerwy, albowiem powstańcy mniemali, że oblężonych ogłodzą, ci zaś sądzili, że tamtym wyczerpią się siły.