5. Tymczasem liczni spomiędzy najwybitniejszych obywateli, idąc za radą Anana, syna Jonatesa, oświadczyli Cestiuszowi, że mu bramy otworzą. Ale Cestiusz już się zaciekł i wcale na to nie zważał, bo też i Żydom zbytnio nie dowierzał. Zwlekał tedy tak długo, aż powstańcy, dowiedziawszy się o knutej zdradzie, Anana razem z jego zaufanymi częścią postrącali z murów, częścią kamieniami przegnali do domów. Następnie rozstawili się na murach i poczęli z wież miotać pociski na tych, co się już darli na mury. Przez pięć dni Rzymianie dobijali się ze wszystkich stron bezskutecznie. Dopiero dnia szóstego Cestiusz przy pomocy wybranych żołnierzy i łuczników przyparł ostateczny szturm na północny mur świątyni. Żydzi bronili się z dachu krużganków, wiele napadów odparli, aż wreszcie pod istną ulewą pocisków musieli ustąpić. Teraz Rzymianie pierwszego szeregu przyparli nad głowami tarcze do muru, potem następni do ich tarcz przypierali swoje i utworzyli tak zwanego żółwia, od którego skorupy tarczowej odbijały się wszelkie strzały i pociski; mogli tedy bezpiecznie wziąć się do podkopania muru. Zarazem też gotowali się, aby podłożyć ogień pod bramę świątyni.

6. Wielki lęk padł na powstańców. Wielu już uciekało z miasta, jakby jego zdobycie miało bezzwłocznie nastąpić. Zaraz też lud wojnie przeciwny nabrał otuchy i ledwie oni złoczyńcy zbiegli, chciano bramy otwierać, a Cestiusza witać jak dobrodzieja. Gdyby tedy Cestiusz jeszcze bodaj krótko na miasto napierał, byłby je niechybnie zdobył. Ale widocznie z powodu owych wichrzycieli sam Bóg już się od świątyni odwrócił i nie chciał, aby tego dnia koniec wojny nastał.

7. Nagle bowiem Cestiusz, który nic nie wiedział o upadku ducha wśród oblężonych ani też o dobrym względem niego usposobieniu ludu, dał znak do odwrotu i choć żadnej nie poniósł klęski, wszelako straciwszy nadzieję zdobycia miasta, z niepojętych powodów odstąpił. Tak nieoczekiwany obrót rzeczy tchnął nową odwagę w złoczyńców, opadli tyły rzymskich wojsk i ubili znaczną ilość konnicy oraz piechoty. Cestiusz przenocował w obozie na górze Skopos, a nazajutrz pociągnął dalej, czym jeszcze bardziej rozzuchwalił wroga, który teraz nie tylko ponownie natarł na jego tyły, wielu zabijając, ale z boków w pochodzie miotał na wojsko pociski. Oddziały ostatnie nie śmiały zawrócić i stawić czoła nacierającym, bo mniemały, że jest ich tam liczba bezmierna. Natomiast napadu z boków Rzymianie rzeczywiście nie byli w stanie odpierać z powodu ciężkiego uzbrojenia i obawy, że się zmieszają szeregi. Żydzi natomiast posiadali uzbrojenie lekkie, a do nacierania bardzo byli skorzy. Tym sposobem Rzymianie srogie ponieśli straty, żadnych w zamian przeciwnikowi nie zadając. Wzdłuż całej drogi bici, zmieszali się wreszcie w bezładną kupę, gęstym padając trupem. Tak legł Priskus, dowódca legii szóstej, padł trybun Longinus, padł prefekt oddziału konnicy Emiliusz Jukundus, aż wreszcie wojsko z wielkim trudem dotarło do dawnego obozu pod Gabaon, utraciwszy poważną część taboru. Tu Cestiusz spędził dwa dni w zupełnej bezczynności, nie wiedząc, co począć i dokąd się obrócić. Ale gdy trzeciego dnia zobaczył, że liczba nieprzyjaciela ustawicznie wzrasta i że już wszędzie dokoła wprost roi się od Żydów, zrozumiał, iż dalsze wahanie tylko może mu zaszkodzić, a liczbę nieprzyjaciela jeszcze bardziej zwiększyć.

8. Aby tedy ułatwić sobie odwrót, nakazał zniszczyć wszystko, co wojsko obciążało. Pozabijano muły, osły i pozostawiono tylko te zwierzęta juczne, które dźwigały pociski i machiny. Tych bowiem nie można się było pozbywać, a przy tym, wpadłszy w ręce Żydów, mogłyby jeszcze służyć do walki przeciwko nim samym. Teraz całe wojsko ruszyło w kierunku Betoronu. Dopóki ciągnęli miejscami odkrytymi, Żydzi napadów nie urządzali, ale gdy jęli spuszczać się z góry wąskimi przejściami, część Żydów, podążywszy naprzód, zamknęła im drogę, część inna parła ich tyły w wąwozy, a siły główne, obsadziwszy dokoła wyżyny, ciskały wgłąb na nich niezliczone pociski. Bezradna piechota nie wiedziała, jak się bronić, ale w znacznie trudniejszym położeniu znalazła się konnica, bo wśród chmury strzał trudno było spuszczać się w dół zwartymi szeregami, konno na strome zbocza wedrzeć się ku Żydom było niepodobieństwem, a z drugiej strony otwierały się urwiska przepaściste, że z powodu jednego złego stąpnięcia staczali się wgłąb. Nie mogąc ani się bronić, ani uciekać, jęli biadać i oto nad wszystkimi szeregami wzniosła się wrzawa rozpaczliwa, której z góry, od strony Żydów, odpowiadał ryk radości i wściekłego zapału. Gdyby nie noc, która na to wszystko zapuściła swój mrok, całe wojsko Cestiusza zostałoby wygubione. Rzymianie jednak zdołali cofnąć się do Betoronu, Żydzi zaś obsadzili dokoła wszystkie przejścia i dobrze czuwali nad dalszym ich odwrotem.

9. Cestiusz, widząc, że jawny wymarsz go nie uratuje, zaczął myśleć o ucieczce podstępnej i w tym celu wybrawszy czterystu najmężniejszych wojowników, rozstawił ich po obozie728 i kazał im pozatykać729 wszystkie godła strażnicze, aby Żydzi mniemali, że całe wojsko jest na miejscu. On sam zaś z resztką sił posunął się ostrożnie o trzydzieści stajań dalej. Gdy się rozwidniło, a Żydzi zobaczyli obóz pusty, napadli na owych czterystu, którzy ich w błąd wprowadzili, szybko ich wybili i pogonili za Cestiuszem. Ale ten, przez noc maszerując, wysunął się naprzód o znaczny kawał drogi i nawet w dzień tak gnał żołnierzy, że ci w oszołomieniu i strwożeniu porzucili katapulty, wieże oblężnicze730 i cały szereg innych przyrządów, które też Żydzi zagarnęli i potem przeciwko nim samym używali. Żydzi gonili za Rzymianami aż do Antypatrydy. Gdy ich tam nie zastali, pozabierali rynsztunek oblężniczy, poobdzierali trupy, zagarnęli różny łup i wśród śpiewów zwycięskich wrócili do Jerozolimy. Na ogół sami bardzo mało ludzi utracili, ubiwszy spomiędzy Rzymian i ich sojuszników pięć tysięcy trzysta pieszych oraz trzystu osiemdziesięciu jeźdźców. Działo się to ósmego dnia miesiąca Dios731, a w roku dwunastym panowania Nerona.

XX

1. Po klęsce Cestiusza wielu znakomitszych Żydów opuściło Jerozolimę, niby tonący okręt. Bracia Kostobar i Saul, oraz Filip, syn Jakima, prefekt króla Agryppy, uszli z miasta wspólnie i udali się do Cestiusza. Antypas, który razem z nimi był oblegany w pałacu królewskim, nie chciał uciekać i został też później przez powstańców zamordowany, jak to następnie opowiem. Cestiusz wysłał Saula wraz z towarzyszami na własną ich prośbę do Achai, gdzie bawił Neron, aby mu tam przedstawili swoje ciężkie położenie, a także dlatego, aby całą odpowiedzialność za wojnę zwalili na barki Florusa. Cestiusz, czyniąc to, chciał się sam zabezpieczyć przeciwko gniewom Nerona.

2. Tymczasem obywatele Damaszku, posłyszawszy o klęsce Cestiusza, pospiesznie wymordowali u siebie całą ludność żydowską. Raz już z powodu pewnych podejrzeń zwabili ich do gimnazjonu, a teraz mniemali, że gdy ich tu dostaną, to pójdzie im łatwiej. Obawiali się tylko żon swoich, które z nielicznymi wyjątkami przeszły były na wiarę żydowską. Starali się tedy zamysły swoje w zupełnej przed nimi zachować tajemnicy. Napadłszy na stłoczonych, bezbronnych Żydów, w ciasnocie dziesięć i pół tysiąca732 niemal w ciągu jednej godziny wyrżnęli, sami żadnych strat nie poniósłszy.

3. Kiedy powstańcy z pościgu za Cestiuszem wrócili do Jerozolimy, groźbą i prośbą przeciągnęli na swoją stronę resztę stronników rzymskich, a następnie zwołali zgromadzenie do świątyni dla wybrania większej liczby wszelkiej starszyzny wojennej. Józef, syn Goriona, i arcykapłan Anan otrzymali nieograniczoną władzę nad miastem, a głównie to im jako obowiązek wdrożono, aby poprawili mury. Eleazara, syna Szymona, na czele postawić nie chcieli, aczkolwiek miał pod sobą łup na Rzymianach zdobyty i skarbiec odebrany Cestiuszowi, a prócz tego znaczne fundusze publiczne, albowiem zdradzał usposobienie tyrana, a oddani mu gorliwcy733 zachowywali się względem niego tak czołobitnie jak straż przyboczna. Niebawem jednak z powodu braku pieniędzy i wskutek przeróżnych jego sztuczek lud tak się dał otumanić, że powszechnie go słuchano jak zwierzchnika nad wszystkim postawionego.

4. Na Idumeę wybrano osobnych strategów, a byli nimi Jezus, syn Sapfasa734, jeden z arcykapłanów, oraz Eleazar, syn arcykapłana Neosa735. Dotychczasowy archont Idumei, Niger, rodem z zajordanowej Perei i przeto Peraitą zwany, został oddany pod rozkazy tych strategów. Wybrano także naczelników innych części kraju: do Jerycha wysłano Józefa, syna Szymona, do Perei Manassesa, do toparchii Tamna esseńczyka Jana. Pod rozkazy tego ostatniego oddano jeszcze miasta Liddę, Joppę i Ammaus. Dowództwo nad Gofną i Akrabettą otrzymał Jan, syn Ananiasza, a nad obiema Galileami736 Józef, syn Mateusza737. Dano pod jego władzę także Gamalę, najwarowniejsze miasto tamtych okolic.