5. Każdy z tych strategów rządził się w swojej dzielnicy, jak chciał i jak umiał. Józef, którego posłano do Galilei, starał się przede wszystkim zdobyć sobie życzliwość miejscowej ludności, gdyż wiedział, że tą drogą jeszcze najwięcej wskóra, gdyby nawet pod innym względem nie dopisywało mu powodzenie. A i to wiedział, że możnych pozyska sobie, dzieląc się z nimi władzą, a lud, jeśli do załatwiania wszystkich spraw będzie dobierał mężów miejscowego pochodzenia, a powszechnie lubianych. W tym celu wybrał spomiędzy ludu siedemdziesięciu najświatlejszych starców i oddał im zarząd nad całą Galileą, w każdym zaś mieście ustanowił siedmiu sędziów dla rozstrzygania pomniejszych sporów. Wszystkie zaś donioślejsze sprawy i przestępstwa główne miały iść do rozpatrzenia przez niego i owych siedemdziesięciu.

6. Gdy w ten sposób uporządkował stosunki prawne w poszczególnych miastach, pomyślał również o ubezpieczeniu ich na zewnątrz. Ponieważ obawiał się najścia Rzymian na Galileę, przeto obwarował nadające się do tego miejscowości, jak Jotapatę, Bersabę, Selamę, Kafarekcho, Jafę, Sigof738, tak zwaną górę Tabor739, Tarycheę i Tyberiadę. Prócz tego obwarował groty położone w Dolnej Galilei nad jeziorem Gennezar oraz w Górnej Galilei Skałę Akchabaron, Sepf, Jamneit i Mero740, a w Gaulanitis Seleucję, Soganę741 i Gamalę. Tylko budowę murów miasta Sefforis pozostawił samym mieszkańcom, gdyż, jak się przekonał, byli zamożni i bez wszelkiego wzywania do boju wielce ochotni. W podobny sposób Jan, syn Lewiego, na rozkaz Józefa obwarował Gischalę742 podług własnego uznania, lecz wznoszeniem innych umocnień Józef kierował osobiście. Następnie zebrał w Galilei wojsko złożone ze stu tysięcy młodzieży, którą uzbroił w starą broń, skądkolwiek udało mu się ją zebrać.

7. Ale nie mogło być mowy o wyćwiczeniu tego wojska na sposób rzymski, gdzie wszystko polega na karności i ciągłych ćwiczeniach z bronią w ręku, z którego to powodu są tak silni i tak niezwyciężalni. Wiedząc jednak, jak powstaje karność, gdy wojsko ma dostateczną liczbę starszyzny, podzielił całą tę siłę na modłę rzymską, obierając wielu taksjarchów. Podzielił mianowicie wojsko na oddziały pod komendą dziesiętników, setników, tysiączników, a nad większą ilością takich oddziałów stawił osobnych dowódców. Następnie wyuczył ich podawania haseł, sygnałów trąb do boju i odwrotu, rozwijania i zwijania skrzydeł. Wpajał im też i to, jak powinni ci, którym dopisuje powodzenie, wspierać szeregi zachwiane, a zawsze stać wiernie przy zagrożonych towarzyszach. Następnie mówił im, jak się wyrabia przytomność umysłu, jak się ciało do wszelkich trudów zaprawia. A mniemał, iż najbardziej podniesie w nich ducha wojennego, jeżeli będzie im wciąż stawiał przed oczy sprawność wojsk rzymskich, jeżeli im będzie mówił, z jakimi to mężami przyjdzie im walczyć, krzepkimi na ciele i krzepkim i na duchu, dzięki czemu prawie nad całą ziemią panowanie mają. To im wreszcie powiadał, że jeszcze przed wojną wypróbuje ich posłuszeństwo743 i karność, a mianowicie z tego, czy pozbędą się nałogów swoich, kradzieży, rabunku, rozboju, nierzetelności względem rodaków i owej chętki bogacenia się kosztem bliźniego. Takie tylko wojsko odnosi zwycięstwa, którego żołnierze bez wyjątku stają do boju z czystym sumieniem. Bo kto już z domu złe ze sobą przynosi skłonności, ten ma nie tylko nieprzyjaciela w przeciwniku zbrojnym, ale i w samym Bogu.

8. Te i tym podobne rzeczy wpajał im bezustannie. Rozporządzał tedy gotowym do boju wojskiem, złożonym z sześćdziesięciu tysięcy piechoty i trzystu pięćdziesięciu744 jeźdźców. Na tej sile polegał najwięcej, bo prócz tego miał jeszcze na żołdzie cztery tysiące pięciuset. Utworzył też sobie straż przyboczną, złożoną z sześciuset doborowych żołnierzy. Z wyjątkiem najemników miasta chętnie żywiły mu wojsko, albowiem z każdego miasta szła właściwie pod broń tylko połowa wyznaczonego żołnierza, gdy druga połowa krzątała się około dostarczania żywności. W ten sposób jedni oddawali się czynnościom wojskowym, drudzy zaś na nich pracowali, w zamian za sprawność gospodarczą mając w tamtych zbrojne ubezpieczenie.

XXI

1. Zaledwie Józef w ten sposób do ładu doprowadził Galileę745, podniósł się przeciw niemu pewien człowiek z miasta Gischala, wielce przebiegły, a zwał się Jan746 i był synem Lewiego, najpodstępniejszy i najprzewrotniejszy ze wszystkich, którzy się jakimś łajdactwem odznaczyli747. Z początku cierpiał niedostatek i przeto bieda krępowała jego do złych czynów tak pochopne ręce; ale zawsze gotów był do najpodlejszego kłamstwa, które tak w pozory prawdy zdołał ubierać, że mu każdy wierzył. Oszustwo było w jego oczach cnotą, toteż oszukiwał ludzi najbardziej mu oddanych. Tkliwe uczucia miłości bliźniego na widok wyprowadzał, a w istocie każdej chwili gotów był do mordu, byle jakiś zysk z tego wyciągnął. Nosił się zawsze z wielkimi zamiarami, używając jednak do ich spełnienia dróg łajdackich. Był to właściwie zwyczajny złoczyńca. Z początku działał bez wspólników, ale niebawem znalazł podobnych sobie śmiałków, a liczba ich z czasem znacznie urosła. Słabych jednak nie dobierał, ale samych tęgich, odważnych, a w rzemiośle wojennym zaprawionych. Banda jego składała się z czterystu ludzi, a byli to przeważnie różni zbiedzy z Tyru i wsi okolicznych. Z ich pomocą plądrował całą Galileę, niepokojąc i tak już z powodu wojny wielce wystraszonych obywateli.

2. Już i strategiem zostać zamierzał, a nawet i wyżej myślą sięgał, tylko brak mu było do tego wszystkiego odpowiednich środków. Skoro zmiarkował, że jego żądza działalności podoba się Józefowi, uprosił go, aby mu powierzył obwiedzenie murami miasta ojczystego748, a gdy się wedle życzenia jego stało, dużo pieniędzy od swoich współobywateli wydusił. Następnie pod bardzo zręcznym pozorem, iż chce ustrzec Żydów zamieszkałych w Syrii od używania oliwy tłoczonej przez cudzoziemców, wyprosił sobie u Józefa pozwolenie dostarczania jej do przyległych okolic. Za monetę tyryjską odpowiadającą czterem attykom749 nabywał cztery amfory i za cenę całości sprzedawał pół amfory750. Galilea dawała wtedy dużo oliwy, a właśnie plon był bardzo obfity. Wysyłając tedy oliwę do Syrii, która na brak jej cierpiała, nie mając w nikim współzawodnika, zarobił szalone pieniądze, których też niebawem zaczął używać przeciwko temu, co mu je dał zarobić751. Sądził, że jeśli obali Józefa, zajmie po nim naczelne miejsce w Galilei, przeto podżegał swych współopryszków do coraz liczniejszych napadów, aby gdy w kraju powstanie zamęt, a Józef rzuci się do uspakajania, zgładzić go gdziekolwiek w sposób zdradliwy lub też gdyby zbójectwa nie tępił, oskarżyć go przed obywatelami. Potem rozpuszczał wieści, że Józef knuje zdradę na rzecz Rzymian i przy pomocy takich matactw pracował nad strąceniem Józefa.

3. W owym czasie kilku młodych ludzi ze wsi Debaritta752, należących do tych, co strażowali na Wielkiej Równinie, napadło Ptolemeusza, pełnomocnika Agryppy i Bereniki, odbierając mu wszystkie juki, jakie ze sobą miał, a w których znalazło się dużo kosztownych szat, srebrnych pucharów i monety złotej sztuk sześćset. Że łupu między siebie bez rozgłosu podzielić nie mogli, zwieźli to wszystko Józefowi do Tarychei. Ale ten ich najpierw zgromił za targnięcie się na własność królewską, a następnie całą zdobycz dał na przechowanie najmożniejszemu obywatelowi Tarychei Annajosowi, nosząc się z zamiarem zwrócenia jej później właścicielom. I to właśnie stało się powodem groźnej przeciw niemu burzy. Łupieżcy nie otrzymawszy nic z tej zdobyczy i przewidując, że Józef dla przypodobania się królewskim osobom chce im zwrócić to, co oni z mozołem zagarnęli, biegali nocą po wsiach, wszędzie Józefa za zdrajcę podając. Poruszyli także rzędem okoliczne miasta, że już nad ranem ciągnęło na Józefa do stu tysięcy zbrojnego tłumu. Wszystko to zebrało się w hipodromie Tarychei, powstała okrutna wrzawa, jedni krzyczeli, żeby zdrajcy odjąć władzę, drudzy zaś, żeby go spalić. Tłumy podburzali Jan i Jezus, syn Sapfiasza, w tym czasie archont Tyberiady. Przyjaciele i straż przyboczna Józefa z obawy przed napadem tłumu zbiegli i zaledwie czterech przy nim zostało. On zaś, kiedy już leciano z ogniem, spoczywał jeszcze w łożu. Aczkolwiek pozostali czterej towarzysze doradzali mu, aby się ratował ucieczką, on, choć opuszczony, wielkiej liczby napastników wcale się nie przestraszył, jeno wyszedł przed tłumy z rozdartą szatą, z głową posypaną popiołem, z rękami w tył założonymi i mieczem uwiązanym u szyi. Taki widok wzbudził współczucie u wszystkich, co mu byli życzliwi, a zwłaszcza u Tarychejczyków, ale lud okoliczny oraz ci spomiędzy jego otoczenia, którzy go nie lubili, zaczęli go lżyć i wołać, aby natychmiast wydał skarb publiczny i wyznał, z kim w zdrajczych pozostaje stosunkach. Albowiem z jego zachowania sądzili, że bynajmniej nie będzie przeczyć podejrzeniom i że dlatego tylko tak się przebrał, aby wzbudzić litość i zyskać przebaczenie. Ale ta jego pokora była tylko strategią, a chcąc roznamiętnionych napastników zręcznie ze sobą skłócić o przedmiot wrzasków, zabrał głos i oświadczył, iż chce wyznać całą prawdę, skoro mu zaś pozwolono mówić, ozwał się w te słowa: „Skarbów tych ani nie zamierzałem odesłać Agryppie, ani też zatrzymać dla siebie; bo wróg wasz nigdy moim nie zostanie przyjacielem, zysku także nie potrafiłbym wyciągać z tego, co stanowiłoby stratę ogółu. Obywatele Tarychejscy! Gdym postrzegł, że miastu waszemu przede wszystkim potrzeba murów, gdym się przekonał, że na to wszelkich brak wam środków, tedy, obawiając się obywateli z Tyberiady i innych miast, co to już na ów łup zezem patrzą, postanowiłem cały skarb ukryć, a gdy chwila odpowiednia nastanie, miasto wasze obwieść murem. Jeżeli myśl moja wam się nie podoba, to rozkażę zaraz skarb ten tu znieść, aby go rozgrabiono. A jeżeli i ta rada zła, to ukarzcie swego dobroczyńcę”.

4. Zaraz więc Tarychejczycy pokrzykiwać zaczęli, iż ma słuszność, kiedy tymczasem ludzie z Tyberiady i miast innych bardzo go wyklinali i pomstowali. Obie strony, dawszy pokój Józefowi, wszczęły gwałtowny spór między sobą. Już przeto Józef miał po swej stronie Tarychejczyków, a było ich do czterdziestu tysięcy. Toteż zaraz śmielej jął do tłumu przemawiać. Najpierw wyrzucał im popędliwość, a następnie oświadczył, iż nie tylko Tarycheę obwaruje za pieniądze, o które spór się toczy, ale pomyśli także o tym, by ubezpieczyć inne miasta. Nie braknie mu bowiem pieniędzy, jeśli tylko tak zgodnie będą szli na wroga, jak zgodnie przeciw temu podburzyć się dali, który się dla nich o pieniądze stara.

5. Wtedy większość tłumu jego przeciwników rozeszła się, choć tu i ówdzie jeszcze się przeciw niemu burzono. Lecz pozostało na miejscu dwa tysiące ludzi zbrojnych i ci też zaraz napad na niego urządzili, dom oblegli, a że Józef się schronił, więc miotali pogróżki. Tedy Józef na nich inny podstęp obmyślił. Wyszedł na dach, machał ręką, aby umilkli, krzyczał, że nie wie, czego od niego żądają, bo w takiej wrzawie nic wyrozumieć nie może; zrobi zresztą wszystko, czegokolwiek domagać się będą, niech jeno wyślą do niego swoich zaufanych, aby z nimi spokojnie mógł się rozmówić. Tedy wysłali do niego poważniejszych spomiędzy siebie oraz przywódców tego wichrzycielstwa. Józef kazał ich natychmiast pochwycić i zawlec do najodleglejszej izby i tam schłostać do żywego ciała753. Tymczasem tamci ciągle czekali, mniemając, że delegaci tak długo sprawę swoją wytaczają. Nagle rozwarły się drzwi i wypchnięto za próg krwią ociekających posłów, co tak srodze owych odgrażających się napastników przeraziło, iż porzuciwszy broń, zbiegli.