20. Skoro Józef zauważył, że taran ustawicznie tłucze jedno miejsce w murze i że tutaj mur niebawem runie, wpadł na pomysł obezwładnienia srogiej machiny. Rozkazał sypać w wory plewy i tak napełnione miechy opuszczać na te miejsca, na które taran kierowano. Zaraz też wskutek konieczności zmiany celu uderzenia były mniej pewne, a gdy w wory trafiały, traciły na sile z powodu ich miękkości. Dla Rzymian powstała stąd wielka mitręga, bo w którąkolwiek stronę kierowano taran, zaraz tam Żydzi opuszczali swoje miechy i mur znacznie mniej teraz cierpiał od siły uderzeń. Ale i Rzymianom na pomysłach nie brakło. Osadzali sierpy na długich drągach i zaczęli zwieszające się wory obcinać. I znowu potężniej łomotał taran, a ponieważ mur był świeży i ponieważ już się zaczynał poważnie chwiać, przeto ludzie Józefa chwycili się innego środka obrony, a mianowicie ognia. Nabrawszy suchych drew, skąd ich tylko dobyć mogli, po trzykroć z bram wypadli, zapalili rzymskie machiny, osłony, rusztowania. Rzymianie słaby stawili opór, raz dlatego, że zuchwałe natarcie Żydów całkiem ich zaskoczyło, a po wtóre dlatego, ponieważ szerzący się pożar jeszcze bardziej im dokuczył niż sam nieprzyjaciel. Albowiem suche drzewo, oblane asfaltem, smołą i siarką, nieciło pożar, który się przerzucał z konstrukcji na konstrukcję z przerażającą gwałtownością, że po upływie godziny z wielkim mozołem przez Rzymian wzniesione urządzenia oblężnicze w kupę popiołów były zmienione.
21. Wtedy to odznaczył się pośród Żydów pewien mąż, który godzien jest, aby go pamięć ludzka wspominała. Był to Eleazar, syn Samiosa, z Saby824 w Galilei. Dźwignąwszy olbrzymi głaz, rzucił nim z muru na taran z tak bezmierną siłą, że mu ów łeb barani odtrącił, sam zaś natychmiast skoczył w dół, łeb w ręce chwycił i do muru z powrotem przyskoczył, bezprzykładną śmiałość okazawszy. Niby cel widoczny dla pocisków nieprzyjacielskich, z piersią obnażoną, a żadnym pancerzem niepokrytą, został przeszyty pięciu strzałami, na co nie zważając, wdarł się znowu na mur, gdzie oczy wszystkich z podziwem na niego się obróciły, a każdy unosił się nad tym wspaniałym czynem. Ale też i zaraz, wijąc się z boleści, runął z muru w dół wraz z taranim łbem. Po nim najwięcej męstwa okazali dwaj bracia, Netejras825 i Filip ze wsi Ruma, także Galilejczycy. Wysunąwszy się ku żołnierzom dziesiątej legii, z taką gwałtownością rzucili się na Rzymian, że przełamali ich szeregi i pędzili przed sobą wszystkich, kogo tylko napotkali.
22. Za nimi rzucił się Józef na czele reszty załogi z wielką ilością buchających ogniem głowni, zapalił machiny wraz z wszelkimi rusztowaniami oblężniczymi piątej i dziesiątej legii, które pierzchły, a on je pędził, gdy inni niszczyli przyrządy i nagromadzony budulec. Ale pod wieczór Rzymianie znowu przywiedli pod mur swój taran i jęli tłuc miejsce dawniejszymi uderzeniami nadwyrężone. Wtedy zdarzyło się, że jeden z obrońców Jotapaty ugodził Wespazjana strzałą w stopę826. Rana była lekka, albowiem wskutek znacznej odległości pocisk utracił był swój pęd. Natychmiast wielki przestrach ogarnął Rzymian. Niepokój tych, co z bliska na krew patrzyli, na skrzydłach wieści poleciał przez cały obóz, wojska porzuciły oblężenie i ze strachem okrążyły wodza. A przed innymi nadbiegł wielce zatrwożony Tytus. Żołnierze przywiązani do ojca, widząc trwogę w twarzy syna, popadli w wielkie przygnębienie. Ale ojciec rychło i syna uspokoił, i ład w wojsku przywrócił. Zapanowawszy nad cierpieniem, starał się pokazać na oczy każdemu, kto go tylko pragnął widzieć, i tym postępkiem jeszcze bardziej zagrzał żołnierzy do boju z Żydami. Każdy teraz chciał po prostu pomścić swego wodza, każdy rwał się naprzód, a żołnierze, zachęcając się wzajemnie okrzykami, rzucili się ku murom.
23. Chociaż katapulty i balisty szerzyły spustoszenie wśród obrońców, nie dali się teraz z murów spłoszyć, ale miotali ogień, żelazo i skałę na tych, którzy pod osłoną plecionek wiklinowych bili w mur taranem. Wszelako albo nic, albo mało zdziaławszy, gęstym padali trupem, gdyż wróg był schowany dobrze, a oni wciąż na widoku. Płonące głownie, nim z rąk ich przez powietrze uleciały, oświetlały ich przeraźliwie niby w widny dzień, że byli jak cel do mierzenia, sami zaś przed padającymi pociskami usuwać się nie mogli, bo wylatywały z machin pogrążonych w oddaleniu i ciemności. Pociski skorpionów i katapult zmiatały ich całymi szeregami, a skały lecące z balist utłukiwały blanki murów i szczerbiły wieże. Żaden †827 oddział żołnierzy nie jest tak liczny, iżby go siła i wielkość takiego pocisku nie przeszyła do ostatniego szeregu. Oto kilka zdarzeń z owej pamiętnej nocy, które przedstawią potęgę tych machin. Jednemu z ludzi Józefowych, gdy stał na murze, pocisk urwał głowę i odrzuciło trzy stajania. Kiedy budził się dzień, niewiasta ciężarna, która wyszła z domu, w żywot została ugodzona, a płód z niej wyrwany opadł o pół stajania. Oto jaka była siła balist. Jeszcze bardziej przejmował grozą warkot tych przyrządów i dźwięk lecących przez powietrze pocisków. Trup za trupem walił się z muru, z łoskotem o ziemię uderzając; miasto napełniło się lamentem niewiast, a wśród tego lamentu słychać było na murach jęczenia umierających. Płynęła tam posoka ludzka strumieniem, a przed murem dźwignął się wał trupów, że po nim można było wejść do miasta. Łomot powiększały ściany okolicznych gór, odpowiadając echem, a nocy owej oczy i uszy pełne były okropności. Wielu obrońców Jotapaty legło śmiercią szlachetnych, wielu odniosło rany. Nareszcie o straży zarannej828 mur, ciągłymi uderzeniami osłabiony, zaczął pękać. Ale garść żołnierzy Józefowych, dobrym pancerzem pokryta i zaopatrzona w dobrą broń, dźwignęła szaniec za wyłomami, nim Rzymianie zdołali przerzucić swoje pomosty829 .
24. Wespazjan, po trudach nocy dawszy wojskom krótki wypoczynek, zarządził szturm na miasto. Chcąc przede wszystkim spędzić obrońców z uszkodzonych części muru, spieszył wyborowych jeźdźców i uzbrojonym od stóp do głów kazał się ustawić w potrójnym szyku u wyłomów, z najeżonymi włóczniami, aby gdy tylko pomosty830 będą rzucone, pierwsi rzucili się do wnętrza. Za nimi stanęła wszystka piechota. Natomiast konnica otoczyła całą górę, na której stało miasto, aby w czasie szturmu nikt z oblężonych nie mógł im ujść. Dalej za konnicą ustawił wielkim kołem łuczników z rozkazem, aby mieli strzały na cięciwie, tak samo uszeregował procarzy, a przy wszystkich machinach ludzi postawił. Innym zaś przykazał podsuwać się z drabinami831 pod te części muru, które uszkodzeń nie miały, aby obrońcy, zajęci ich spędzaniem, wyłomów dobrze pilnować nie mogli, o ile by zaś pilnowali, kazał godzić w nich strzałami i w ten sposób płoszyć.
25. Ale Józef wymiarkował cały ten podstęp. Tedy na owe nieuszkodzone części muru wywiódł starców i ludzi wyczerpanych, wiedząc, że nic im się tu nie stanie, natomiast u wyłomów ustawił najdzielniejszych mężów po sześciu w szeregu, z którymi też sam dzielił to niebezpieczne stanowisko. Kazał im też pozatykać sobie uszy, aby okropny okrzyk bojowy legii nie zachwiał ich odwagi, a przed gradem pocisków kazał im bronić się w ten sposób, iż mieli przyklękać i tarcze nad głowami dzierżyć. A także kazał im cofać się nieco, aż łucznicy wskutek pospiesznej strzelaniny opróżnią swoje kołczany. Kiedy wróg rzuci pomosty832, mają wypaść i iść naprzeciw po jego własnym urządzeniach. Każdy niechaj walczy nie jak w obronie ojczyzny, ale już jakby poszukiwał pomsty na tych, co ją do upadku przywiedli. Nareszcie przed oczy im postawił, jak to wróg po zdobyciu miasta będzie mordował starców, kobiety, dzieci; niech tedy już teraz starają się wywrzeć gniew swój na Rzymianach za przyszłe ich gwałty.
26. Oto w jaki sposób Józef podzielił swoich ludzi na dwa oddziały. Ale gdy bezczynny tłum niewiast i dzieci ujrzał miasto ze wszystkich stron otoczone wojskiem niby potrójnym pasem, a mimo bezmiernej tam ilości na stanowiskach przednich wcale żołnierza nieprzyjacielskiego nie ubyło, gdy zobaczył owych wojowników stojących z dobytym przed wyłomami orężem, gdy na wszystkich górach okolicznych błysnęła broń i strzały w pogotowiu dzierżone, wtedy uderzył płacz niby ostatnia skarga nad zburzeniem miasta, jak gdyby cios nie był dopiero zamierzony, ale już spadł. Aby niewiasty biadaniami nie osłabiały ducha walczących, Józef kazał je pozamykać w domach i surowo zalecił im milczenie. Następnie stanął na stanowisku u wyłomu, na który los ciągnął, nie zwracając uwagi na te części muru, do których Rzymianie przybliżali się z drabinami833, tylko z natężoną uwagą czekał chwili, kiedy poczną padać pociski.
27. Naraz zawrzasły trąby wszystkich legii, z piersi wojsk dobył się ogłuszający okrzyk wojenny, a nadany znak warknęła ze wszystkich stron chmura strzał i zaćmiła powietrze. Pomni wskazówek, ludzie Józefa pozatykali sobie uszy przed tą wrzawą okrutną, ciała swe ukryli przed lecącymi pociskami, a gdy opadły pomosty, rzucili się w stronę wroga, nim on sam zdążył na pomosty834 stąpić. Tak tedy zwarli się z nieprzyjacielem w boju ręcznym, dzielnością ramienia i błyskiem męstwa wielokrotnie się odznaczając i mimo ciężkiego położenia w niczym nie ustępując wrogowi, który zajmował lepsze stanowisko. Nie przepuszczali Rzymianom i albo wroga trupem kładli, albo sami padali. Ale ponieważ wyczerpanych bojowników835 żydowskich nie zastępowały świeże szeregi, gdy tymczasem po stronie rzymskiej na miejsce osłabłych wciąż nowe wysuwały się zastępy i zaledwie jednych odrzucono, już drudzy się naprzód parli, przeto Rzymianie zdołali niebawem, wzajemnie krzepiąc się okrzykami, z tarcz nad głowami836 wzniesionych utworzyć zwartą, jednolitą całość, która niby olbrzymie cielsko, całym rozmachem swoim płynąc naprzód, spychała Żydów i już lada chwila miała wedrzeć się do środka.
28. Wtedy ostateczność, ta najlepsza doradczyni zrozpaczonych, nasunęła Józefowi myśl lania wrzącej oliwy na zbite szeregi wroga. Zaraz też jego ludzie, jakby się do tego byli przygotowali, mieli jej na murach pod dostatkiem; lali tedy ów wrzątek na Rzymian, a wylawszy, jeszcze rozpalonymi naczyniami w nich ciskali. Poparzeni Rzymianie zachwiali się i w okropnych boleściach ześlizgiwali się w dół, oliwa spływała im pod zbroją od głów do stóp, parząc ich ciała niby płomieniem, jako że z natury swojej łatwo się daje rozgrzać, a z powodu tłustości powoli stygnie. Zakuci w hełmy i zbroje nie mogli się z owego ognia ogarnąć, a miotając się na wszystkie strony w boleściach, spadali z pomostów, inni rzucali się do ucieczki, ale powstrzymywani przez własne szeregi prące naprzód, łatwo zostali porażeni przez Żydów nacierających na nich z tyłu.
29. Ale tak jak Żydzi w nieszczęściu nie tracili rozwagi, tak Rzymianie męstwa. Chociaż tedy widzieli straszne cierpienia poparzonych towarzyszy, szli dalej na Żydów, którzy wciąż wrzątek na nich wylewali, i nie tylko postępowali mężnie, ale jeszcze poprzedników swoich napominali, krzycząc, że im przeszkadzają, a siły rozwinąć nie dają. Tedy Żydzi musieli do innego uciec się sposobu i na deski pomostu lali rozgotowaną trawę grecką837, skutkiem czego nieprzyjaciel ślizgał się, spadał, a żaden nie mógł się utrzymać, czy to prąc naprzód, czy zmykając. Albo tedy padali na deski pomostu, tratowani przez własne szeregi, albo ześlizgiwali się na wał, gdzie ich zabijali Żydzi, którzy nie potrzebowali teraz ścierać się w ręcznym boju i mogli znowu używać strzał. Pod wieczór Wespazjan kazał szturmu zaniechać, gdyż wojsko poniosło dotkliwe straty. Niemała tam była ilość zabitych, a znaczna ilość rannych. Po stronie Żydów legło sześciu, a przeszło trzystu pokaleczonych odniesiono do miasta. Działo się to dwudziestego dnia miesiąca Daisios838.