2. Ale na zgubę ludu pojawiła się jeszcze klęska czwarta. W nieznacznej od Jerozolimy odległości stała potężna twierdza, zbudowana przez dawnych królów956, w której czasu wojennego składali skarby swoje, a także sami bezpieczeństwa szukali. Twierdza ta nazywała się Masada. Osadzili się w niej tak zwani sykariusze957, którzy do owych czasów nie mieli odwagi bardzo głęboko zapuszczać się w kraj i tylko pustoszyli najbliższą okolicę, żeby zdobywać sobie żywność. Ale skoro zauważyli, że Rzymianie ociągają się z najściem, a Żydzi jerozolimscy z powodu walki stronnictw i wzmagającej się tyranii toną w zamęcie niezgody, zaraz puścili się na śmielsze przedsięwzięcia. Podczas Święta Przaśników, które Żydzi obchodzą na pamiątkę wyjścia z niewoli egipskiej i powrotu do rodzinnych pieleszy, wyszli nocą z Masady, niepostrzeżeni przez tych, którzy by ich w jakiś sposób mogli powstrzymać, napadli na miasteczko Engaddi958, rozproszyli ludzi zdolnych do obrony, nim ci zdążyli chwycić za broń i zebrać się w kupę, wygnali ich z miasta, a kobiety i dzieci, niezdolne uciekać, w liczbie przeszło siedmiuset wymordowali. Następnie zrabowali do cna wszystkie domy, zagrabili z pól dojrzałe zbiory i z łupem tym wrócili do Masady. Tak samo postąpili sobie ze wszystkimi wsiami okolicznymi położonymi w pobliżu warowni. Zastępy ich zwiększały się z każdym dniem, bo najróżniejsza szarzyzna ludzka zbiegała się zewsząd do nich. Niebawem też i w innych, spokojnych dotąd okolicach Judei, zaczęły się pokazywać bandy rozbójnicze, bo kiedy choroba głowę zapali, natychmiast inne członki poczynają także niedomagać. Wskutek rozłamu stołecznego i walk, jakie tam wrzały, rozbójnicy mogli bezkarnie plądrować po całym kraju, a gdy obrabowali jaką wieś, zaraz się z łupem cofali w pustynię. Zbierali się w zaprzysiężone roty, niestanowiące jeszcze wojska, ale przecież większe od zwykłych szajek zbójeckich, opadali miejsca święte, wdzierali się do miast; tu i ówdzie doznawali wprawdzie porażek, jako to bywa na wojnie, ze strony tych, na których godzili, ale za to gdzie indziej przed zemstą uchodzili, umykając z łupem szybko, jak to zbójcy czynią. Niebawem też nie było w całej Judei takiej okolicy, która by razem ze sławną swoją stolicą nie została pogrążona w ostatnim upadku.

3. O tym wszystkim zbiegowie donosili Wespazjanowi. Bo chociaż wszystkie drogi były obstawione strażami i ginął każdy, kto pod jakimkolwiek pozorem do nich się zbliżył, mimo to wielu przekradało się ustawicznie do Rzymian, a stanąwszy przed wodzem, starało się go nakłonić, aby szedł ratować miasto i ostatnie szczątki ludu. Tłumaczyli mu, że większość obywateli została wymordowana za sprzyjanie Rzymianom, a ci, którzy pozostali przy życiu, z tego samego powodu znajdują się w największym niebezpieczeństwie. Wespazjan, wzruszony tymi opowiadaniami, ruszył na Jerozolimę, każdy powie, aby ją oblec, nie, aby ją od oblężenia uwolnić959. Wszelako pierwej musiał jeszcze po drodze wszystko ujarzmić, aby mu potem w czasie osaczenia stolicy nie ujawniały się na tyłach żadne niebezpieczeństwa. Najpierw tedy poszedł na Gadarę960, silnie obwarowaną stolicę Perei, do której wkroczył czwartego dnia miesiąca Dystros961. Albowiem wpływowi obywatele, zachowując rzecz w tajemnicy przed żywiołami buntowniczymi, czy to pragnąc pokoju, czy to obawiając się o swoje majętności, gdyż w Gadarze było wtedy dużo ludzi zamożnych, wysłali do Wespazjana posłów w sprawie poddania miasta. Owe żywioły burzliwsze dowiedziały się o tym poselstwie dopiero wtedy, gdy Wespazjan już znajdował się w pobliżu; ludzie ci, należąc do stronnictwa znacznie słabszego, ani nawet marzyć nie mogli, by sami miasto obronili, a przy tym z murów było już widać Wespazjana. Postanowili tedy zbiec z miasta. Wszelako sądzili, że nie będzie to godziwe, jeżeli przedtem nie uczynią rozlewu krwi, a w innych nie pokarzą. Chwycili tedy Dolezosa, nie tylko z rodu i stanowiska pierwszego obywatela, ale zarazem człowieka, o którym mówiono, iż najbardziej nalegał, aby wysłano delegację do Wespazjana. Tedy go zabili i srodze pastwili się nad jego zwłokami. Potem natychmiast uciekli z miasta. Kiedy wojsko rzymskie nadciągało, Gadarejczycy powitali Wespazjana życzliwym okrzykiem; otrzymali też od niego zapewnienie łaski oraz załogę złożoną z konnicy i piechoty na wypadek, gdyby zbiegowie, wróciwszy, chcieli ich niepokoić. Sami też bez wezwania ze strony Rzymian zburzyli mur, aby przez pozbawienie się wszelkich środków obrony wykazać dowodnie, jak pragną pokoju.

4. Celem ścigania zbiegów, którzy uszli z Gadary, Wespazjan wysłał Placidusa na czele pięciuset jeźdźców i trzech tysięcy piechoty, sam zaś z resztą wojska powrócił do Cezarei. Kiedy zbiegowie postrzegli w oddaleniu konnicę, uchodząc przed bitwą, wtłoczyli się do wsi zwanej Betennabris962, a napotkawszy w niej dużo młodzieży, uzbroili ją, jednych, że się sami garnęli, drugich zmuszając do tego gwałtem, jak się dało963; następnie wypadli na wojsko Placidusa. Zaraz przy pierwszym spotkaniu Rzymianie cofnęli się nieco, aby przeciwnika dostać na pewną odległość od murów, ale zaledwie go wywabili w miejsce dla siebie dogodne, ruszyli znowu naprzód, otoczyli go, obrzucając oszczepami. Tym, którzy chcieli uciekać, konnica przecięła odwrót, wśród tych, co zostali, urządziła piechota okrutną rzeź. Tak wyginęli owi Żydzi, nic więcej prócz szalonej śmiałości nie okazawszy. Ponieważ Rzymianie w walczyli zbitych szeregach, a pancerze kryły ich piersi niby mur odporny na ciosy, przeto Żydzi nie zdołali ani przeszyć pancerzy strzałami, ani przełamać szeregów wypadami. Natomiast sami gęsto usiali pole trupem, rzucając się niby oszalałe zwierzęta na żelazo nieprzyjacielskie. Kto nie poległ w bitwie, tego jeźdźcy zgonili i uśmiercili.

5. Placidus chciał im przede wszystkim odciąć odwrót do wsi. Zajeżdżał im tedy ze swymi jeźdźcami drogę, zawracał nagle, wypuszczał na nich strzały, które bliższych kładły trupem, dalszych płoszyły. Ale w końcu najmężniejszym udało się jednak dotrzeć do murów. Straż broniąca bramy była w kłopocie: pozostawić ich za murami nie chciała, choćby ze względu na własnych obywateli, a wpuścić ich znaczyło tyle, co razem z nimi zginąć. Ale tak się też i stało. Kiedy zbiegowie tłoczyli się do wsi, Rzymianie o mało za nimi nie wpadli i tylko z wielką trudnością udało się zamknąć bramę. Placidus musiał zatem szturmować, a walcząc mężnie do zmroku, opanował mury i wkroczył do wsi. Tłum bezbronny został wymordowany, wszelki człowiek silniejszy zbiegł; żołnierze zrabowali domy, wieś puścili z dymem. Za zbiegami rzuciła się do ucieczki także ludność z okolicznych pól, siejąc wszędzie strach, przesadnie przedstawiając żydowską klęskę i głosząc, że nadciąga cała rzymska potęga. Tłumnie zbiegli do Jerycha. Spodziewali się, że tam znajdą ratunek, bo mury były tęgie, a ludność liczna. Placidus, licząc na swą jazdę i na całe dotychczasowe powodzenie, ścigał ich aż do Jordanu, zabijał, kogo tylko mógł sięgnąć, następnie wszystkie te gromady zepchnął na brzeg wezbranej rzeki, której nie można było przebyć, sam zaś ze swoją siłą zbrojną stanął naprzeciw nich. Musieli tedy przyjąć bitwę, nie mając żadnej drogi ucieczki; ale brzegiem rzeki wyciągnęli się w bardzo długi łańcuch, aby mniej się narażać na grad strzał i osłabić napór nieprzyjacielskiej jazdy, która wszelako wielu kładła trupem, wielu do nurtów rzeki spychała. I oto z ręki rzymskiej padło wtedy piętnaście tysięcy, a tych, co w rzece utonęli, wcale zliczyć się nie dało. Do niewoli wzięto dwa tysiące dwustu ludzi. W ręce zwycięzców wpadł znaczny łup, złożony z owiec, osłów, wielbłądów i wołów.

6. Klęska ta, nie mniejsza od poprzednich, urosła w oczach Żydów do niebywałych rozmiarów, bo trupy zbiegów zasłały nie tylko całą okolicę, ale także Jordan i nawet Jezioro Asfaltowe, do którego prąd rzeczny znosił ciała. Placidus, zagrzany powodzeniem, napadł jeszcze okoliczne miasteczka i wsie, zajął Abilę964, Juliadę i Besimo965 oraz wszystkie miejscowości aż do Jeziora Asfaltowego, zostawiając wszędzie załogi z ludzi bitniejszych, którzy przechodzili na jego stronę. Nareszcie wsadził żołnierzy na łodzie i kazał im urządzić srogą obławę na tych, co uciekli na wody jeziora. W ten sposób cała Perea z wyjątkiem Machero albo została przez Rzymian wzięta siłą, albo się poddała.

VIII

1. Tymczasem napłynęły wieści o powstaniu w Galii i o buncie Windeksa966, który zmówiwszy się z głowami tamtejszego ludu, odpadł od Nerona, jak to dokładnie w księgach innych pisarzy zostało przedstawione. Wskutek tych wieści Wespazjan postanowił przyspieszyć działania wojenne, gdyż przewidywał, że może powstać wojna domowa, że całe państwo znajdzie się w niebezpiecznym położeniu, a jeżeli Wschód zostanie przez niego uciszony, to bodaj jedną chmurę usunie z czoła Italii. W ciągu zimy starał się utrwalić swoją władzę we wsiach i miastach, osadzał tam załogi z dziesiętnikami na czele, jeżeli to były wsie, a z setnikami, jeżeli to były miasta. Wiele też zburzonych miejscowości kazał odbudować. Z nastaniem wiosny opuścił z całą siłą swoją Cezareę i udał się do Antypatrydy, w ciągu dwóch dni zaprowadził ład w tym mieście, dnia zaś trzeciego jak burza spadł na okolicę, niszcząc wszystko i paląc. Podbiwszy ludność toparchii Tamna, poszedł na Liddę i Jamneę, zajął je i zaludnił doborowszymi obywatelami miast, które mu się były dawniej poddały, wreszcie ruszył do Ammaus. Odciąwszy mieszkańcom wszystkie drogi, którymi mogliby zbiec do stolicy, rozbił obóz i obwarował go, osadził w nim legię piątą, a z resztą wojsk pociągnął do toparchii Betleptenfon967. Tu wszystko ogniem pustoszył, przerzucił zniszczenie do przyległych okolic, potem w Idumei obwarował niektóre miejscowości, do tego się nadające. Pośrodku Idumei zajął dwie wsie, Betabris968 i Kafartobę969, położył trupem przeszło dziesięć tysięcy obywateli, do niewoli wziął z górą tysiąc, resztę rozpędził, osadził w tych wsiach znaczne załogi, które czyniąc wypady na górzystą okolicę, wszystko z ziemią równały. Z pozostałymi wojskami wrócił do Ammaus, skąd przez Samarię i przez miasto Nea970, albo, jak je nazywa ludność miejscowa, Mabarta971, zeszedł do Korei, rozbiwszy tam obóz drugiego dnia miesiąca Daisios972. Następnego dnia przybył do Jerycha, gdzie złączył się z nim jeden z jego wodzów, Trajan, który po ujarzmieniu ziemi zajordanowej przyprowadził z Perei ku niemu swoje wojsko.

2. Większa część obywateli jerychońskich, nie czekając nadciągnięcia zastępów rzymskich, uciekła na góry leżące naprzeciw Jerozolimy; ci zaś, co pozostali, a liczba ich wcale nie była mała, padli pod mieczem. Miasto opustoszało. Jerycho jest położone w równinie, ale nad nim wydźwignięte jest wielce rozciągłe pasmo górskie, które w kierunku północnym sięga aż do Scytopolis, a w kierunku południowym aż do okręgu sodomickiego973 i brzegów Jeziora Asfaltowego. Pasmo to jest pustynne, nic na nim nie rośnie, żadnych też tam mieszkańców napotkać nie można. Naprzeciwko, po drugiej stronie Jordanu, ciągnie się wtóre pasmo górskie wzdłuż rzeki, które w stronie północnej poczyna się od Juliady, a na południu sięga aż do Somory974, sąsiadującej z arabską Petrą. Jednym z ogniw tego łańcucha górskiego jest tak zwana Góra Żelazna975, ciągnąca się aż do ziemi moabickiej. Pomiędzy tymi dwoma pasmami górskimi rozpościera się okolica, którą zowią Wielką Równiną; poczyna się od wsi Ginnabrin976, a granicą jej jest Jezioro Asfaltowe. Długość tej równiny wynosi tysiąc dwieście977 stajań, a szerokość sto dwadzieścia. Środkiem toczy się Jordan. Na jej przestrzeni widnieją dwa jeziora całkiem odmiennych właściwości naturalnych: Asfaltowe i Tyberiadzkie. Wody pierwszego są słone i dla wszelkiej rośliny szkodliwe, drugiego zaś słodkie i nader użyźniające. Latem cała równina jest spalona od słońca, a powietrze zieje żarem, bardzo źle na zdrowie działającym. Cała bowiem równina z wyjątkiem Jordanu jest zupełnie bezwodna; dlatego też palmy na brzegach tej rzeki wyrastają bujnie i bogato, dalej zaś rozwijają się marnie.

3. W pobliżu Jerycha tryska wielkie źródło, którego wody działają na glebę nader użyźniająco. Znajduje się ono pod miastem, pierwszym, które Jozue978, syn Nawego, wódz Hebrajczyków, w ziemi Chananejczyków włócznią swoją zdobył979. Istnieje podanie, że źródło to pierwotnie bardzo szkodliwie działało nie tylko na płodność gleby, ale i na płodność kobiet, szkodliwie, a nawet zabójczo, wszelako zostało oczyszczone i zamienione na wody uzdrawiające, ożywcze, przez proroka Elizeusza, ucznia i następcę Eliasza. Ten bowiem, przez mieszkańców Jerycha przyjęty gościnnie, zapragnął za wielką życzliwość, jaką mu okazywali, odwdzięczyć się i im, i całej okolicy darem, który byłby wieczysty. Udał się do źródła, rzucił w jego wody garczek soli, wzniósł w niebo prawicę i przelewając nad ziemią980 napój ofiarny modlił się, aby źródło stało się użyteczne, a słodsze żyły dla niego otworzone zostały, aby je przeniknęły wskroś zapładniające wietrzyki, aby tryskała z niego dla mieszkańców żyzność pól, płodność niewiast, aby tak przemienionych wód Bóg mieszkańcom nie odbierał, dopóki życie ich będzie życiem sprawiedliwych. Prócz tych zaklęć wykonywał rękami pewne dobrze mu wiadome znaki981. Tedy źródło, które było przedtem powodem bezdzietności i głodu, stało się łonem, z którego płynęło błogosławieństwo potomstwa i dostatku982. Wody owego źródła posiadają tak szczególną siłę, że gdy gleba jest nimi lekko zwilżona, bardziej żyzna się staje niż przy całkowitym jej przesyceniu. Dlatego użyte w ilości skąpej przynoszą wielką korzyść, gdy tymczasem użyte rozrzutnie przynoszą korzyść małą. Z tego też powodu za pomocą tego źródła można nawodnić znacznie większą powierzchnię gleby niż za pomocą innych źródeł, rozmiar nawodnienia wynosi bowiem na długość stajań siedemdziesiąt, a na szerokość stajań dwadzieścia, toteż radują tam oko liczne, a nader wspaniałe ogrody. Dzięki ożywczym wodom owego źródła wyrastają tu gatunki palm różnej nazwy i różnej smakowitości owocu swego; z soczystego owocu wytłaczają dużo miodu, nie gorszego od pszczelnego, którego tu także jest obfitość wielka. A i nie brak cieczy balsamowej983, najcenniejszego daru tej okolicy, także olejku koferowego i myrobalanowego984. Okolica jest tak żyzna i bogata, iż całkiem słusznie nazwać ją można jakimś Bożym zakątkiem świata. Niezrównana jest po prostu płodność gleby, która szczodrze zwraca, co w nią włożone zostało. Na mój sąd robi to ciepłe powietrze i znakomita woda; powietrze bowiem pędzi roślinę z ziemi i wzrost jej wybujałym czyni, wilgoć zaś mocno ją rozkorzenia, a letnia pora siły jej krzepi. Czasu letniego nikt tu jednak z powodu skwaru wytrzymać nie może985. Woda zaczerpnięta przed wschodem słońca, a w odkrytym miejscu trzymana staje się bardzo zimna w przeciwieństwie do otaczającego ją powietrza; zimą natomiast staje się cieplejsza i miło w niej wtedy zażywać kąpieli. Czasu zimy jest tu też powietrze bardzo łagodne, a mieszkańcy chodzą w płótnie, kiedy równocześnie nad innymi okolicami Judei śnieżyca się sroży. Do Jerozolimy jest z Jerycha stajań sto pięćdziesiąt, a do brzegu Jordanu sześćdziesiąt. Góry w stronę Jerozolimy to naga pustynia skalna, w stronę zaś Jordanu i Jeziora Asfaltowego ciągnie się prawie wyłącznie nizina, wszelako równie pustynna i nieurodzajna. Lecz dość o błogosławionym Jerychu986.

4. Zasługuje jeszcze na wspomnienie przyrodzony charakter Jeziora Asfaltowego987, którego wody, jako już rzekłem, gorzkie i niepłodne, taką jednak w sobie lekkość mają988, że unoszą największe ciężary do ich toni wrzucone, a człowiekowi jest nader trudno w nich się zanurzyć. Wespazjan, gdy tu przybył, kazał na próbę upuścić do głębi kilku ludzi nieumiejących wcale pływać, a nawet polecił związać im ręce na plecach. I oto wszyscy zaraz wypłynęli na powierzchnię, jak gdyby ich jakiś wiatr z głębi wyrzucił. Dziwne są także owe zmiany kolorów wodnej przestrzeni. Dziennie jezioro po trzykroć zmienia barwny swój pozór989, odbijając pstrokato promienie słoneczne. W wielu miejscach wody wyrzucają na powierzchnię czarne bryły asfaltu, które pływając, wielkością i kształtem przypominają jakieś kadłuby wole z poucinanymi łbami. Robotnicy podjeżdżają, wciągają owe spoiste masy na swoje łodzie, ale gdy statek napełniony, trudno je potem oderwać od dna, bo się przylepiają i można je dopiero odłączyć albo przez podlanie miesięcznymi upływami niewiast, albo uryną; tylko te środki sprawiają, że się oddziela od dna. Asfaltu używają nie tylko do fugowania okrętów, lecz także do leczenia chorych, przeto służy jako przymieszka do wielu leków. Długość jeziora, rozciągającego się aż do Zoar990 w Arabii, wynosi stajań pięćset osiemdziesiąt, a szerokość sto pięćdziesiąt. Po brzegach widoczna ziemia sodomicka, niegdyś żyzna i zaludniona zamożnymi miastami, dziś wszelako całkiem spalona. Powiadają, że wskutek bezbożności mieszkańców piorunami spustoszona została. Dziś jeszcze znać ślady ognia zesłanego przez Boga. Widać też cienie pięciu miast991. I dziś jeszcze tworzy się popiół w owocu mającym wygląd owocu jadalnego992, a ledwie go ręka uszczknie, rozpada się i nie pozostaje z niego nic, jeno dym i proch. Oto w jaki sposób prawdziwość podania o Sodomitach każdy sprawdzić może993.