IX
1. Wespazjan, chcąc teraz oblec Jerozolimę ze wszystkich stron, rozbił obozy w Jerychu i Adidzie, osadziwszy w nich załogi złożone z żołnierzy rzymskich i sprzymierzeńców. Wysłał też do Gerazy Luciusza Anniusza na czele oddziału jazdy i silnego zastępu piechoty. Ten wziął miasto szturmem, młódź w liczbie tysiąca wyciął, o ile nie zdążyła zbiec, rodziny ich wziął w niewolę, a dobytek wydał żołnierstwu na splądrowanie. Następnie siedziby ich puścił z dymem i ruszył na wsie okoliczne. Kto mógł, ratował się ucieczką, słabsi ginęli, reszta stawała się pastwą płomieni. Wojna srożyła się teraz na górach i dolinach, a mieszkańcom Jerozolimy zostały odcięte wszystkie drogi do ucieczki. Bo tych, którzy zamyślali zbiec, strzegli gorliwcy, tych zaś, którzy jeszcze do Rzymian nie ciążyli, przerażały wojska otaczające miasto ze wszystkich stron.
2. Kiedy Wespazjan po powrocie do Cezarei miał właśnie całą siłą ruszyć na Jerozolimę, otrzymał wiadomość o śmierci Nerona994, który panował lat trzynaście i osiem dni. Nie będę opowiadał, jak skalał tron, zdając wszystkie sprawy państwa ludziom tak nikczemnym jak Nimfidiusz i Tigellinus oraz najnędzniejszego rodzaju wyzwoleńcom, jak ci następnie sprzysięgli się przeciw niemu, jak go opuściły wszystkie straże, jak pozostało przy nim jedynie czterech wyzwoleńców, z którymi uciekał, aż wreszcie na przedmieściu życia się pozbawił995, jak ci, co na niego powstali, niebawem karę ponieśli, jak się zakończyła wojna w Galii i jak Galba, obwołany imperatorem, z Hiszpanii do Rzymu wrócił, gdzie przez wojsko o nikczemne zamysły oskarżony, pośrodku Forum skrytobójczo zamordowany został, a Oton imperatorem obwołany; pominę wyprawę tegoż na wodzów Witeliusza i upadek996, następnie bunt przeciw Witeliuszowi997 i walki około Kapitolu, jak wreszcie Antoniusz Primus i Mucianus po upadku Witeliusza998 i rozbiciu legii germańskich położyli koniec wojnie domowej. Nad tym wszystkim szczegółowo zatrzymywać się nie będę, bo jest to powszechnie wiadome, wielu greckich i rzymskich autorów pisało o tym, więc tylko dla ciągłości opowiadania i nierobienia przerw w dziejowym toku zdarzeń wyliczyłem główne chwile przebiegu tych spraw.
Wespazjan odłożył teraz wyprawę na Jerozolimę, albowiem pilnie śledził, kto obejmie władzę po Neronie. A skoro posłyszał, że Galba został obwołany imperatorem, także jeszcze ruszyć nie chciał, dopóki nie otrzymałby od niego zleceń w tym względzie. Wysłał więc do niego syna z życzeniami i po rozkazy, jak ma postąpić z Żydami. W tym samym celu popłynął z Tytusem do Galby król Agryppa. Działo się to porą zimową. Gdy żeglowali okrętami wojennymi wzdłuż brzegów Achai, Galba, panujący siedem miesięcy i tyleż dni, został zamordowany, po nim zaś objął władzę Oton, i to w dodatku siłą. Agryppa, obojętny na te zmiany, postanowił żeglować dalej do Rzymu, ale Tytus, jakby wiedziony Bożą ręką, zawrócił od Hellady do Syrii i stanął niebawem przed rodzicem w Cezarei999. Zaniepokojeni o los państwa rzymskiego, wstrząsanego tymi burzami, mniej uwagi poświęcali wojnie żydowskiej, a zdjęci troską o sprawy ojczyzny, nie uważali za właściwe w takim położeniu czynić napady na obcych.
3. Ale niebawem inna wojna rozgorzała nad Jerozolimą. Pewien młodzieniec zwany Szymon1000, syn Giory, rodem z Gerazy, który wprawdzie pod względem przebiegłości ustępował wszechpotężnemu już wówczas Janowi, ale natomiast przewyższał go siłą i śmiałością, z powodu których to przymiotów był wygnany przez arcykapłana Anana z toparchii akrabetańskiej, gdzie rej wodził, udał się do Masady i połączył z tamtejszymi rozbójnikami1001. Ale ci z początku wcale mu nie dowierzali, pozwolili mu tylko z niewiastami, które był ze sobą przywiódł, zamieszkać w dolnej części warowni, podczas gdy sami górną jej część zajmowali. Ponieważ jednak niebawem poznali w nim człowieka równych sobie obyczajów, obdarzyli go zaufaniem, pozwolili mu brać udział w wyprawach i pomagać w pustoszeniu okolic Masady *1002 Ale do większych przedsięwzięć nie mógł ich nakłonić; tak nawykli do twierdzy, że się bali nazbyt oddalać od tej swojej kryjówki. Wszelako on rwał się do czynu, bo dążył do władzy. Dowiedziawszy się o śmierci Anana, porzucił ich, poszedł w góry, jął przez obwoływaczy wieścić niewolnikom wolność, a wolnym nagrody, że wnet z całej okolicy napłynęły do niego wszystkie męty ludzkie.
4. Zebrawszy silną bandę, plądrował wsie po górach, a że banda ta szybko rosła, odważył się zejść w doliny. Już i dla miast stał się groźny, a siła i powodzenie sprawiły, że nawet niektórzy znakomitsi ludzie przyłączali się do niego, że zastęp jego nie składał się już z samych niewolników i zbójców, ale liczył niemało prawdziwych obywateli, którzy słuchali go jak króla. Zaczął tedy nachodzić także toparchię akrabetańską, a nawet zapuszczał się aż do Wielkiej Idumei. Pod wsią Ain1003 obwarował się jak w twierdzy, w wąwozie Feretai1004 rozszerzył wiele jaskiń, krył w nich łupy, zrabowane zbiory, tu także znaczna część jego bandy miała kryjówkę. Nie ulegało już wątpliwości, że ćwicząc bandę swoją na takich wyprawach, gotował się do uderzenia na Jerozolimę.
5. Gorliwcy, obawiając się zdradzieckiego napadu z jego strony, zaniepokojeni jego wciąż rosnącymi zastępami, widząc w nim powstającą groźną siłę, ruszyli przeciw niemu zbrojno a rojno. Szymon przyjął bitwę, znaczną ich liczbę położył trupem, resztę odrzucił do miasta. Na tyle jednak nie dowierzał jeszcze swojej sile, aby mógł szturmem uderzyć na mury, przeto cofnął się, umyślił najpierw zdobyć Idumeę i na czele dwudziestu tysięcy ruszył ku jej granicom. Starszyzna idumejska zebrała pospiesznie całą siłę zbrojną kraju, to jest około dwudziestu pięciu tysięcy ludzi, czekała go u granicy, resztę swego zbrojnego zastępu skierowawszy dla obrony dobytku przed napaścią sykariuszy z Masady. Na granicy tedy zawrzała walka z Szymonem, a choć trwała cały dzień, przecież była nierozstrzygnięta, aż wreszcie Szymon cofnął się do Nain1005, a Idumejczycy do swych siedzib. Niebawem jednak Szymon napadł na nich z siłami jeszcze znaczniejszymi, rozbił obóz pod wsią Tekue1006, skąd wysłał jednego ze swych zaufanych, imieniem Eleazar, do pobliskiej warowni Herodejon, aby skłonił załogę do wydania mu jej. Załoga przyjęła go zrazu gościnnie, bo nie wiedziała z czym przybył. Ledwie jednak rzekł słowo o wydaniu warowni, chwycono za miecze, rzucono się na niego, on uciekał, lecz gdy mu wszędzie drogę zastąpiono, rzucił się z muru do przepaści, gdzie też natychmiast ducha wyzionął. Idumejczyków przeraziła potęga Szymona, postanowili unikać spotkania z nim, dopóki nie zbadają, jakim rozporządza wojskiem.
6. Otóż do tego zbadania ofiarował się im jeden z przywódców, imieniem Jakub, który wszelako knuł zdradę. Wybrawszy się tedy ze wsi Aluros, gdzie wówczas zastępy Idumejczyków miały swoje leża, udał się do Szymona, przyrzekł mu wydać ojczyste miasto, tamten zaś ze swej strony przysiągł, że pozostawi go we wszelkiej godności, toteż Jakub obiecał mu być pomocnym przy zajęciu całej Idumei. Szymon otoczył go wielką gościnnością, różnymi świetnymi obietnicami jeszcze bardziej zapalił go do całego przedsięwzięcia, kiedy więc Jakub wrócił do swoich, zaraz zaczął łgać im o nieprzebranej potędze Szymona, a po kątach zmawiać się z wodzami i niewodzami, aby nie podnosili oręża przeciw Szymonowi, aby wpuścili go do miasta i wszelaką władzę w jego złożyli ręce. Tak się tedy krzątając, posłał do Szymona i kazał mu się zbliżać, bo już pewien jest, że Idumejczyków rozdwoi. Tego też dokonał. Bo kiedy wojsko Szymonowe pokazało się w pobliżu, pierwszy skoczył na konia i razem ze swymi spiskowcami zbiegł do przeciwnika. Strach padł na tłumy, wszyscy rzucali szeregi, a każdy starał się schronić do swoich pieleszy.
7. Tedy Szymon, czego się nawet nie spodziewał, bez przelewu krwi zajął Idumeę. Przede wszystkim nagłym napadem opanował miasteczko Hebron, gdzie znaczny zagarnął łup i zajął wielką ilość zbiorów. Wedle mniemania ludzi tamtejszych Hebron1007 jest nie tylko najstarszym miastem tego kraju, ale przewyższa swoją starożytnością nawet egipskie Memfis1008, obliczają bowiem, że stoi dwa tysiące trzysta lat. Wedle podania miał tu osiąść Abraham, praojciec narodu żydowskiego, po wywędrowaniu z Mezopotamii i że stąd potomkowie jego pociągnęli do Egiptu1009. Do dnia dzisiejszego pokazują w tym miasteczku groby z najpiękniejszego marmuru wspaniale wyciosane. W odległości sześciu stajań za miastem pokazują także olbrzymich rozmiarów drzewo terpentynowe1010, które wedle podania stoi tam od stworzenia świata. Stąd tedy Szymon robił wypady na całą Idumeę, nie tylko rabując wsie i miasta, ale niszcząc także pola; albowiem prócz zastępu zbrojnego ciągnął za nim tłum złożony z czterdziestu tysięcy ludzi, a taką ilość trudno było zaiste zaopatrzyć choćby w najniezbędniejsze środki żywności. Położenie stawało się coraz cięższe wskutek okrucieństwa napastników i ich nienawiści do narodu, a Idumea coraz bardziej zamieniała się w pustynię. Bo jako chmura szarańczy, gdy spadnie na lasy, z wszelkiego je ogołoci listowia, tak to wojsko Szymonowe, kędy przeszło, pozostawiało za sobą ruinę i nic. Szymon idąc palił, burzył, grabił, spasał, tratował, że po jego zniknięciu kraina przedstawiała widok okropniejszy od szczerej pustyni. Krótko mówiąc, śladu nie zostało z dawnej zamożności.
8. Te wypadki otrząsnęły nareszcie z bezczynności gorliwców, a że w bitwie otwartej nie śmieli się z nim mierzyć, przeto w pewnym wąwozie uczynili na niego zasadzkę i ujęli jego małżonkę wraz z całym jej orszakiem. Zaraz też z wielką radością powrócili do miasta, jak gdyby samego Szymona ze sobą prowadzili; sądzili, że Szymon w tej chwili odrzuci broń i będzie ich błagał o wydanie żony. Ale ten, żadnym tkliwym uczuciem nietknięty z powodu tego rabunku, strasznym rozgorzał gniewem, zaraz wynurzył się pod murami Jerozolimy, a jako raniony zwierz niemogący dostać tego, co go przebódł, rzucał się w swej wściekłości na każdego, kto mu się tylko nawinął. Niech tylko ktoś wyszedł za bramy, czy to po warzywa, czy to po opał, mógł to być człowiek całkiem bezbronny, a nawet starzec, zaraz go Szymon chwytać kazał i zamęczyć; brakowało tylko, aby w swym szaleństwie jął jeszcze pożerać zwłoki mordowanych. Wielu schwytanym kazał ręce odcinać i na powrót odsyłać do miasta, a to dla zastraszenia nieprzyjaciela i obruszenia ludu przeciwko winnym. Kazał im mówić w te słowa: oto Szymon przysiągł na Boga Wszechwiednego, że jeśli natychmiast żona nie zostanie mu zwrócona, skruszy mury, wytnie całe miasto, żadnego nie oszczędzając wieku, ani też roztrząsając, kto winny, a kto niewinny. Pogróżka ta przeraziła i lud, i gorliwców, przeto zaraz mu żonę odesłali, on zaś nieco się ułagodził i na chwilę zaprzestał ustawicznego przelewu krwi.