Żyły spokojnie, wesoło.

Mateczka je dzień cały same zostawiała,

W wieczór dopiero wracała.

Byłoż pisku co niemiara,

Gdy do dzieci przepiórka zbliżała się stara.

Jednego razu wołają ze łzami:

„Mateczko! mateczko! ach źle będzie z nami!”

PIERWSZA

Pan tego pola szedł z synem, drżę cała,

I mówił: „Czas do żniw, pszeniczka dojrzała.