A te wdzięczne jego tony

Odbijały się o drzewa.

Klęka starzec, ręce wznosi,

Drżącym głosem piosnkę śpiewa,

Szczęśliwość cnoty, chwałę Boga głosi.

Potem idzie do ogrodu,

I w czoła pracuje pocie,

Myśli zawsze przy Bogu, ręce przy robocie.

Aż o południu odpoczął wśród chłodu,

W altance ubogiej dar Boży pożywa.