Surowe owoce, z ogrodu warzywa,

I czysta z krynicy woda.

Choć ubogi, on nieraz rękę poda,

Niejednemu pomoc niesie,

Co się w tym zabłąkał lesie.

Dzwonek mu go tam sprowadził,

On go przyjął uprzejmie, na darni posadził,

Uczęstował, pocieszył;

A podróżny odpoczął i dalej pośpieszył.

Poczciwy starzec, jak witał blask słońca,