A dumą uniesione rzecze jaknajśmielej:

„I dlaczegóż tron jeden dwóch monarchów dzieli?

Dlaczegóż mam być drugim, gdy pierwszym być mogę?

Któż mi do jej wielkości zatamował drogę?”

Wtem gdy ostatni wyraz z ust mu się wymyka,

Skrytym bólem strawione piękne światło znika;

Rozpłynął się w powietrzu wdzięczny blask księżyca,

I w drobnych gwiazd postaci ziemianom przyświeca.

Stanął księżyc wybladły, jak grobowe cienie,

Zawstydzony w pokorze leje łez strumienie,