Że choć miał dosyć chleba, pieniędzy miał mało;

A niepokojąc Bóstwo prośbą natarczywą,

Uzyskał, iż go złotą skarało ulewą.

Jak grad na ziemię padały dukaty.

Z wzniosłych pałaców i ubogiej chaty,

Jaki taki zadyszany,

Leci zbierać czemprędzej ów dar pożądany.

Gdyby wtenczas filozof, co zna wartość złota,

Widział, jak ta się skrzętnie zwijała hołota;

Gdyby był na to patrzył obojętnem okiem,