Byłby się najśmieszniejszym ubawił widokiem.

Ten znosi ciężki kufer, ów beczkę pękatą,

Tamten nadstawia szaflik, ów urnę bogatą,

Jeden bieży z kobiercem, drugi z płachtą w ręku,

Ten się pieści połyskiem, ów powabem dźwięku.

Bogacz, co się nie schylił może całe życie,

Ową marność znikomą zgarnia pracowicie,

Od pracy nadzwyczajnej potu płyną strugi,

A łzy mu w oczach stoją, że zbiera i drugi.

Skąpiec, radby z jednego zrobić trzy dukaty,