Aż zgasły ognie, rozpierzchły gromady,

I pusto znowu w dolinie i w lesie.

Z krewnych nie jeden żal na sercu niesie,

I wspominając o Romoisa czynach,

Smutny do chaty bezpańskiéj powraca,

Gdzie z sutą ucztą stypa gości czeka.

A próżny stołek, miska wywrócona,

Zmarłego oczóm i sercu wspomina.

Milda na wszystko z wysoka patrzała,

I nieśmiertelna, kryjąc boleść w sercu,