Podniosła z łożu, w podwórzec wyjrzała.

O! gdzież dziecięcia macierzyńskie oko

Nie ujrzy z dala, z dala nie przeczuje?

Nim na krużganki Nijoła wstąpiła,

Już ku niéj matka biegła niespokojna

I w progu jeszcze uściskiem witała;

Lecz widząc dziécię na ręku Nijoły,

— Cóż to jest? — rzecze — to niemowlę twoje?

Czyli cię Poklus z niém razem wypędził? —

— Nie, matko! — rzekła — dawno nie mam dzieci,