Że insze losy, życie miał przed sobą.

Bracia i siostry próżno go pytali.

On milczał, albo od rozmów uciekał,

I dumał, patrząc na głębię puszcz ciemną.

Na próżno matka, któréj pierś ssał dziéckiem149,

Chciała wesołém słowem go rozchmurzyć.

Milczał, i jakby słów jéj nie usłyszał,

Jak wprzódy smutny, jak wprzód, czegoś dumał.

Raz wieczór, ojciec gdy z łowów powrócił.

I dziką sarnę przyniósł ustrzeloną,