A wilczą skórę, świéżą krwią zbroczoną.

Rozścielał, żeby obeschła z posoli,

Witol ognistym zmierzywszy go wzrokiem,

Rzekł doń:

— Ojcze mój! nie wytrzymam dłużéj

W chacie tak zawsze siedzieć u ogniska.

Czemu ja z tobą nie idę na łowy?

Czemu sam jeden mam roli pilnować,

Albo gnać trzody i wilki odstraszać?

Czy nie mam siły? czy mi brak odwagi? —