— Lat nie masz — ojciec odpowiedział stary.

— Jeśli mam siłę, do czegoż mi lata? —

Wrąc, niecierpliwie Witol na to rzecze —

Na co mam gnuśnieć i dymić się w domu,

Tak, jak kobiéta, nie odstąpić progu,

I życie nudne bydlęcia w zagrodzie

Wlec bez ustanku? O ojcze mój drogi!

Weź ty mnie z sobą! pozwól mi oszczepu!

Zobaczysz, jeili śmiało nie uderzę,

Jeśli ci skóry świéżéj nie przyniosę. —