— Jeszcześ za słaby — znów stary odpowié.

— Jeszczem za słaby? Ojcze! patrzaj siłt! —

To mówiąc, oszczep wiszący na ścianie

Porwał i strzaskał zgięty na kolanie,

A reszty jego, jak trzcinę, odrzucił;

I spójrzał150 dumny, a pierś mu westchnieniem

Wzniosła się, ogniem blada twarz spłonęła;

Otrząsnął włosy i stanął milczący.

A stary patrzał na drzazgi oszczepu,

To na młodzieńca, to na swoje dzieci,