Będę się błąkał po puszczy głębokiéj,

Bo mi kobiéce obmierzło już życie;

Pójdę i dam się zabić gdzie na wojnie.

Bo dom mi obrzydł i spokój nasycił,

Bo serce w świat się od dawna wyrywa,

I nad to życie, śmierć bym wolał raczéj. —

Naówczas matka przybiegła i wzrokiem

Mężowi jakiś tajemny znak dała;

A starzec wyrzekł cicho i nieśmiało:

— Jutro złowrogi dzień — nie ruszym z domu.