A z reszty łkają płótno jego losu.
Spomniał, i poszedł, gdzie na górze w lesie,
Z wschodzącém światłem kochanka jutrzeńki,
Siadały Bóstwa na siedmiu kamieniach.
Piérwsza Werpeja z niebieskiéj kądzieli
Przędła nić długą, jak przez ziemię całą,
Na niéj gwiazdeczki błyszczące wieszała,
I nici resztę Metantiéj dawała.
Ta snuła przędzę na płótno Audietoj.
Nukirptoj, w ręku trzymajac nożyce,