Egłe kryje twarz spłonioną.

— Ach! ach! czyż to być może?

Na cóż żartować ze mnie?

Wyjdź! tak zimno na dworze,

Wyjdź! niech koszulę włożę,

I nie męcz mnie daremnie. —

A wąż, potrząsając głową,

Powtarzał wciąż jednakowo:

— Daj mi słowo, daj mi słowo!! —

— Proś sobie ojca, matki.