Światło się coraz zwiększało, mieniło,

Aż wreście postać kobiéty przybrało.

Postać to Bóstwa z uśmiechem na ustach,

Z miłością w oczach, różami na skroni,

Naga, jak dziécię; w jedném ręku trzyma

Czaszę z bursztynu, a w niéj napój wonny.

Nie miód to słodki z kowieńskich pszczół barci,

Nie alus46 biały, który w niebie piją,

I nie mieciones47, którym chorych poją:

Bo woń nieznana nad nim się unosi,